kwietnia 09, 2014

Odżyłam!

Na pewno wszyscy, którzy odwiedzają mojego funpage'a, wiedzą, że w poniedziałek nie mogłam oprzeć się treningowi, zakończyłam rekonwalescencję z kontuzjowanym kolanem w roli głównej i naparzałam w klubie fitness, czując w siłę w zdrowym już kolanie. Postanowiłam pójść na siłownię, bieżnię, poćwiczyłam na stepie i podłogowe ćwiczenia na nogi. Od razu w poniedziałek odżyłam. Nie chciałam zapeszać i zbyt wcześnie o tym pisać na blogu, ale skoro następnego dnia we wtorek miałam jeszcze więcej zapału do ćwiczeń, a kolano miało się dobrze, to znów udałam się do Pure. Dziś odpoczywam i lecę zaraz ćwiczyć jogę, ale jutro i w piątek znów będzie się działo.

Plan z ostatnich dni
Poniedziałek
20 minut na bieżni
30 minut układ na step
20 minut ćwiczenia na nogi (siłownia + ćwiczenia z wykorzystaniem stepu)

Wtorek
20 minut na biezni
40 minut treningu na siłowni
20 minut na orbitreku
20 minut treningu na nogi, ręce i pośladki (z wykorzystaniem kettelbelli, stepu; squaty)

Środa
Odpoczynek
30 squatów regular
10 minut treningu pośladków z Mel B
Joga


Miałam z czego odżywać... Przez tymczasową pracę, którą podjęłam brakowało mi czasu na treningi, radości i energii. Codziennie po studiach i w weekendy. Brak kontaktów ze znajomymi. Jadałam nieregularne i jedzenie na mieście. Niewyspana żyłam chwilą, z dnia na dzień. Całe szczęście w niedzielę odbył się finał i tym samym ostatni mój dzień w pracy, dłuugi dzień.

Przez pracę schudłam 2 kg. Wina jedzenia? A raczej jego braków i nieregularności w posiłkach? Pewnie tak. Tak doszłam do wniosku, że wysmukliły mi się odrobinkę uda właściwie głównie dzięki chodzeniu godzinami w pracy i odżywianiu bądź co bądź ubogiemu. Nie ma co, czasu na podjadanie owoców, słodyczy i masła orzechowego nie było, więc też ich wcale nie jadłam, co pewnie dało rezultat. W ten sposób właściwie oduczyłam się jeść słodkie, wcale o tym nie myślę podczas nic; nie mam nawet ochoty na nic, gdy stoję przed regałem pełnym słodyczy w supermarkecie. Szczęśliwe przyzwyczajenie mam zamiar ciągnąć jak najdłużej się da.
W myśl zasady efekt = 20 % ćwiczeń, lecz 80% tego co jesz, postaram się wracając do poprzedniego, zwykłego stylu życia bardziej przyłożyć się do spożywanych produktów. Ostatnio właśnie tak debatując z męską połówką mojego serca, dowiedziałam się: "ty tyle ćwiczysz, ale prawda jest taka, że o tym jak wyglądamy decyduje jedzenie i to w 70-80 %!! Postanowiłam  przyjąć to... do serca :D

A wy? Przykładacie się do tego co jecie w jeszcze większym stopniu niż do ćwiczeń?
Dbacie o odżywianie 4 razy bardziej niż o ćwiczenia?
Zastanawiacie się nad tym co jecie codziennie?

Obraz pochodzi z portalu Facebook z profilu: Brzuch sam się nie zrobi

3 komentarze:

  1. Dla mnie to smutna prawda 80% zależy od talerza. Mi łatwiej zmotywować się do ćwiczeń niż przestrzegać diety :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest... że łatwiej nam zmienić plan dnia, niż jadłospis... :>

      Usuń
  2. Tak jak napisane w komentarzu wyżej 80% diety jest bardzo przykre :( Ja się odżywiam paskudnie, a ćwiczyć uwielbiam, gdyby było na odwrót i dieta byłaby tylko w 20% ważna dla osiągnięcia sukcesu to spoko, ale tak - chyba trzeba naprawdę coś zmienić, bo co z tego że jestem szczupła z natury jak w pewnym momencie zwyczajnie utyję i będzie krzyk :/ A łatwiej mimo wszystko zapobiegać... :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP