października 20, 2014

Motywacja do ćwiczeń i odchudzania: Ćwiczyć dla innych?

Motywację do ćwiczeń postanowiłam ugryźć z innej strony. Każdy ma w głowie te kilka rzeczy, które go na co dzień motywują. Widoki zgrabnych sylwetek, przechadzający się umięśnieni mężczyźni, nowa koszulka z logiem sportowego mocarstwa, czasopismo, kartki z kalendarza sygnalizujące o upływającym od ostatniego treningu czasie. Zdarza się też, że natychmiast biegniemy na trening, gdy tylko przybywają centymetry w udzie albo zdarzy się obżarstwo na urodzinach. Każda z nas przecież chce mieć sexy brzuch, szczupłe nogi i czuć się lekko w swojej skórze. Ale jak to było na początku...?

Pamiętasz swoją początkową motywację do ćwiczeń i odchudzania? Co Cię przyciągnęło do ćwiczeń? Co wtedy kazało Ci przyjść na salę fitness czy siłownię? Przypominasz sobie, dlaczego chciałaś bądź chciałaś coś w sobie zmienić, poprawić, tam wyszczuplić, ujędrnić, a tam dodać kilka cm, zanim przyszłaś na pierwszy trening? Dzięki komu teraz ćwiczycie? Jest różnica. 

Wspominam to nie bez przyczyny. Niech ten post będzie służył innym, niech będzie przestrogą lub radą. Otóż są dwa rodzaje motywacji: skuteczna i krótko skuteczna. Właściwie powinnam powiedzieć: wewnętrzna i zewnętrzna, mówiąc z punktu widzenia psychologii sportu. Ale tym razem chcę zwrócić Ci uwagę, że motywujemy się codziennie różnymi rzeczami - jedne skutkują bardziej a inne mało bądź wcale, o czym dowiadujemy się dopiero później...


Wyobraźmy sobie, że stoisz na koncercie w swojej starej ulubionej obszernej koszulce i nagle staje przed Tobą wymuskany, umięśniony facet, ale tak zbudowany jak lubisz i z tych, co Ci się zwykle podobają. Ba lepszy! Wszystko ma na swoim miejscu i aż żal myśleć, jaki zgrabny tyłeczek! Opada Ci szczęka, bo jest niesamowicie przystojny i ma czarujący uśmiech i - no niech to - do tego jeszcze zawadiackie, niewinne spojrzenie. Uff! Gorąco! Chciałabyś, być teraz sex bombą i przyciągnąć jego spojrzenie. Chciałabyś ewentualnie zaimponować mu swoimi jędrnymi pośladkami i zalotnie spytać: "poćwiczymy razem? pokażesz mi jak wyciskasz sztangę?" I myślisz sobie: "Dla takiego mogłabym poświęcić się na ćwiczeniach i wypocić cały ten cellulit i odstające boczki!" I od razu poweźmiesz plan kupienia karnetu na siłownię następnego dnia. Och, ile słyszałam takich opowieści...

Oczywiście obecnie ja nie mam tego dylematu. Gdybyś zadała mi pytanie: mając do wyboru: Bond w wersji blond, czyli Daniel Craig czy brunet Pierce Brosnan - kogo z tych dwóch wybierasz... oczywiście, że wybiorę mojego ukochanego mężczyznę! To pewne, że tamci dwoje w połowie nie są tak boscy jak mój wybranek. Mimo, że mój chłopak ma czym objąć i przytulić, to i tak najseksowniejszy u mężczyzny jest mózg! ;D Taka dygresja.

Wróćmy jednak do historii. Opowiedziałam ją w jakimś celu. Po kilku treningach zapomnisz o tym chłopaku, który spodobał Ci się na imprezie, koncercie czy w kolejce do mięsnego. Karnet łatwo rzuca się wtedy w kąt i stwierdza, że po co się tak męczyć, skoro w ciepłych skarpetach miło posiedzieć sobie w domu i pooglądać seriale. Motywacja taka jest do kitu.

Jest różnica w nakręcaniu się na ćwiczenia "dla" kogoś a "z" kimś. Już czujesz dokąd zmierzam? Od razu nie musi być to bohater naszej opowieści o ciele modela, (umówmy się, tak wygląda tylko mój facet), ale każda inna osoba, której chcemy pokazać, że ćwiczymy, zmienić się. Może być to mama, koleżanki, znajomi, pani w sklepie, która skomentowała naszą figurę. Impulsem z zewnątrz może być wszystko - jedna uwaga, czyjeś krytyczne zdanie, spojrzenie, chęć zaimponowania, usłyszenia komplementu. Wiele osób tak myśli na na początku i nawet w trakcie treningów, gdy rzadko odwiedzają klub fitness. Myślą tak dopóki i jeśli się dobrze nie wciągną w świat kettelbelli i choreografii na step. Potem godzinami gadam o tym z moim mężczyzną i znajomymi. Umawiamy się razem na treningi. Motywuję się "z" nimi. Nagle towarzysz do ćwiczeń to tylko przyjemne urozmaicenie stałych już treningów, wymiana wiedzy i podwajanie entuzjazmu czerpanego z ćwiczeń. Dlatego ćwiczenie "dla" zaimponowania komuś, czyli motywacja zewnętrzna nie przyciągnie Cię do ćwiczeń na miesiące, nawet lata. To musi wyjść z głębi Ciebie. U mnie to już weszło w krew. W cały styl życia.


I nie myśl, że jestem święta! Nieraz sama łapałam się na "zrobię jeszcze kilka powtórzeń, skoro ten umięśniony przystojniak potrafi"! Albo mówiłam sobie dawno "podnieś głowę wyżej, bo ponuro wyglądasz jak biegniesz na tej bieżni. Weź się lepiej prezentuj". Już to mam za sobą. Teraz ćwiczę tylko dla siebie. Dla swojej kondycji. Dla swojej radości. Dla własnego zdrowia. Swój plan treningowy. Motywuję się energią i satysfakcją z wykonanych ćwiczeń. Że potrafię zrobić więcej niż ostatnio. Niech inni się patrzą. Wcale mnie to nie obchodzi. I chociaż głupio to brzmi, cieszę się, gdy spocę się jak wół, bo wykonałam dobrą pracę.

Jeszcze jedno na koniec. Jest w mojej siłowni na Śląsku taki "taras do ćwiczeń", tak go nazywam, właściwie to antresola ze sztangami i miejscem na stretching. No więc rozciągam się w pozycji Połowy Łuku na Stojąco (najprościej mówiąc: pozycja z jogi z nogą za głową w górze) i patrzę przed siebie, by znaleźć punkt do zawieszenia. Jedyny raz w treningu patrzę z tego tarasu na innych. Patrzę na wszystkich jak biegną na bieżniach, nudzą, gadają, wyciskają ciężary i pocą się na orbitrekach. Stoi tam też stojak z koszem do rzutów osobistych. Przypominam sobie, swoje początki "jarania się" koszykówką. Wyobraźcie sobie zawody koszykówki na wyższym szczeblu. Pełna publika na sali, ludzie pchają się na widowni. Ustawiam się na pozycji w obronie strefą, koleżanka biegnie wracając tuż po rzucie, a tu zza pleców słyszę męski głos: "patrz, jaka wysoka biegnie, jaka modelka! Schrupałbym". Chciałoby się też coś pod swoim adresem słyszeć, nie? No i wtedy wracam do początku myślenia z tego postu. Ludzie są przewrotni. Niech ktoś tylko spróbuje mi wmówić, że na siłowni nikt na nikogo nie patrzy, nie podgląda, nie obserwuje...

15 komentarzy:

  1. Święta prawda :D trzeba to robić dla siebie nie dla kogoś.. ja mam już ten etap za sobą podobnie jak ty.. nie dąże do tego aby być od kogoś lepszym, wziąść więcej do przysiadu czy na klate.. bo po co.. to wszystko robie dla siebie zeby dobrze sie czuć w swoim ciele i byc zdrową :d

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie, że dla siebie! Jak się człowiek wczuje w rytm ćwiczeń kilka razy w tygodniu to jest sama przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie najlepiej motywowało moje dobre samopoczucie po ćwiczeniach:)

    OdpowiedzUsuń
  4. mi nie jest trudno się zmotywować, gorzej jest utrzymać ten stan ;) bardzo ciekawy post :) przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. j taak najaważniejsze to mieć radość ztego co się robi:)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja z motywacja nie mam problemu... gorzej ze ciagle przydarzaja mi sie jakies kontuzje to w pracy to ze schodow spadne hahaha lol :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście, że dla siebie !! Nie mam problemu z motywacją :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja już dawno wiem, że aby coś robić dobrze należy to robić dla siebie :). No, ale mała motywacja ze względu na boskiego mężczyznę gdzieś obok czasem może dać kopa ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. genialny blog ♥ będę tutaj często wpadać :D
    zapraszam do wzięcia udziału w giveaway na moim blogu organizowanym z firmą Sheinside! do wygrania 30$ :)
    więcej informacji tutaj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, zapraszam! :D

      O konkursie pomyślę. Kto wie... może wezmę udział :)

      Usuń
  10. Dobrze czasem wrócić myślami do swoich własnych fit-początków, żeby przypomnieć sobie tamte emocje... Czasem jak patrzę wstecz, myślę, że to jakiś sen, że nie osiągnęłam tyle sama, że to wymagało tyle wysiłku, że sama się zastanawiam, jak dałam radę ;) A potem patrzę w lustro i myślę, że faktycznie kawał dobrej roboty za mną, ale też ciągle i nieustająco kolejny kawał przede mną :) Jedno wiem. Cokolwiek robisz, rób to dla siebie. Kropka :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. też czasami wracam do początków - pot i łzy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam trochę słomianą motywację, więc sobie założyłam nowego bloga i mam nadzieję, że albo mnie samo pisanie zmobilizuje, albo jak się ktoś dołączy :). Aktualnie tydzień z ćwiczeniami a'la Bollywood :) - żeby wesoło zacząć.

    OdpowiedzUsuń
  13. Do J. blog to najlepsza motywacja, zwłaszcza jeśli musisz publicznie pokazać wyniki ;). Wiem coś o tym.
    Przy okazji zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP