listopada 19, 2014

Zaszyj się i zakop w podróży

Pory roku mają to do siebie, że zmieniają podróż do tego samego miejsca w zupełnie inną przygodę. Tkwi w tym jakaś magia. Okazją więc stają się te wszystkie momenty przeżywania i doświadczania przygód w inny sposób. Odwiedzane miejsca wyglądają inaczej, mają nową energię. Tej jesieni postanowiłam zaszyć się w Zakopanem. Zachęcam do zrobienia tego samego, więc porywam Was w fotograficzną podróż.


Mam duszę ryzykantki. I to się nie zmieniło od lat. W ten sposób w chorobie, z grypą na karku wspięłam się na szczyt Kasprowego Wierchu. Tak, tak, możecie mnie karcić. Ale wyobrażacie sobie wyjechać w góry i nie wejść na górę?! Takiej okazji nie mogłam przepuścić. Spokojnie, dzisiaj leczę się już w domowym zaciszu.


Na szczycie Kasprowego Wierchu zastało nas 2,3 stopnie Celsjusza i wiejący wiatr. Wzięliśmy ze sobą zimowe kurtki ze starego sezonu narciarskiego, które choć u podnóża gór wydawały się bezużyteczne - tutaj, pod niebem - na wagę złota. Jak każda kobieta jestem też pełna sprzeczności. Niby zapobiegawcza - a przed chwilą mówiłam, że jestem ryzykantką. Pamiętam kiedy ratowałam tryskający krwią wskazujący palec kuchmistrza, tak skupiłam się na skutecznym owijaniu bandażem, że zapomniałam, że przecież regularnie mdleję na widok krwi. Niech żyje adrenalina!


Podróżując jesienią zauważamy zupełnie inne szczegóły odwiedzanych miejsc. Szczyty wyglądają na zupełnie inne, odległości zmieniają się w oczach.

Przechadzając się zwykłymi Krupówkami moją uwagę przykuwają już zupełnie inne knajpy. Panuje też zupełnie inna atmosfera. Zdziwienie mnie bierze, że te miejsca widziałam bardzo wyraźnie półtora roku temu, a teraz jawią się mojemu spojrzeniu całkiem odmiennie. Drogę zaś zapamiętaliśmy z istnie fotograficzną pamięcią. Na znane i nowe tereny z ochotą udawaliśmy się na spacery i sprinty w chodzie na świeżym powietrzu.


Jak na sezonowych zmarzluchów padło wpadliśmy więc na "coś dla brzucha i dla ducha" - czyli na polywkę czosnkową i pyszne drinki na rozweselenie świetnych już humorów. "Siłacz", który tkwił w moim napoju przyczynił się do naszego śmiechu prawdopodobnie bardziej niż sama zawartość szklanego naczynia. Plastikowa figurka umięśnionego mężczyzny stała się naszym symbolem przewodnim. Prawda, że świetna? W duchu zastanawiam się, czemu ze mnie taka porządna i dlaczego nie "zajumałam" figurki na pamiątkę z podróży...



Symboli Zakopanego jest wiele. Oscypki, zimowe czapki, pocztówki... Kupowane na bazarkach i straganach upominki dla bliskich to jedna część wspomnień. Nam towarzyszyło kilka przedmiotów, które sentymentalnie będę wspominać, choć nie kojarzą się bezpośrednio z jesienną podrożą w Polskie Tatry. Dla najmłodszych nabyliśmy pluszaka, jako zdębiali turyści, którzy stoją przed ciężkim zadaniem zadowolenia małych rozweselonych duszyczek.


8 komentarzy:

  1. Ja również niedawno odwiedziłam, ale przeraziły mnie tłumy ludzi.... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w długi weekend to pewnie były. My tuż po i było idealnie :)

      Usuń
  2. zazdoszcze ci tej przygody;)

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie, na pewno poza sezonem o wiele przyjemniej niż jak wszyscy sobie po piętach depczą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, szalona różnica. Za każdym razem jeździmy poza sezonem lub ledwo po rozpoczęciu czy zakończeniu i jest bardzo przyjemnie. Jest cicho, spokojnie i kameralnie. Tylko na Krupówkach pojawiają się ludzie, ale nikt sobie na szczęście nie depcze po piętach. Wtedy to można odpoczywać... :)

      Usuń
  4. jakie cudowne widoki... ja tez jestestem crazy :D aaa to ptasie wymiata :P

    OdpowiedzUsuń
  5. cudne zdjęcia! Jeszcze tam nie byłam. Zakopane wędruje na liste miejsc do zobaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładne zdjęcia z Zakopanego, owca jest niezastąpiona, moja co prawda z krakowa, ale w codzinnym użytku przed telewizorem - w tej chwili też :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP