stycznia 30, 2015

Kilka słów o kobiecości / być kobietą

To ostatni post z serii o kobiecości, w tym cyklu, a piszę go jako pierwszy i dopiero teraz publikuję. Niech będzie zwieńczeniem publikacji w tym miesiącu. Może jeszcze kiedyś znów poskładam parę słów w jakąś całość o kobiecości, gdyż Wasze odzewy ostatnio były bardzo pozytywne. Za to dziękuję. Tym razem będzie bardzo szczerze, ale w sam raz jak na bloga przystało. Odnalazłam w trakcie studiowania bardzo interesującą myśl, którą chciałam się podzielić. Polecam rozpocząć od pierwszego akapitu!


True story. Z dziwnie kolącym w bok sentymentem wspominam czasy, kiedy to byłam sama. W pojedynkę. I było całkiem nieźle! Wprawdzie zaznaczam: samotna tylko bywałam, a permanentnie byłam sama. Każde przywiązanie do kogoś z rodzaju męskiego okupywałam przynajmniej rokiem abstynenckim i pogrążonej w zadumie niby-żałoby. Rozwijałam się wtedy duchowo tchnąc w swoje życie spokój. Tak, to bardzo trafne określenie. Spokój odnajdywałam relaksując się przy kobiecych gazetach. Na ten czas przypadała największa moja frekwencja na zajęciach jogi. Dbałam o ciało pamiętając o wsmarowywaniu kremów, wytrwale i systematycznie hartując się w fitnessie, koszykówce, samotnych wyprawach rowerowych i bieganiu z psem. No i co z tego? Czas przeminął - pies umarł, zajęcia jogi się skończyły, jestem już starsza, mam więcej życiowych obowiązków, też i praw, zmartwień, a życie bardziej się skomplikowało. I jakby czegoś brakowało...

W moim życiu pojawiła się druga połowa jabłka, jak to zwą maniaczki romansów. Jednak ze względu na styl życia jednego z nas moje życie wciąż dzieli się na momenty totalnej euforii ze wspólnych wieczorów i  permanentnej rozłąki, trwającą o każdy miesiąc za długo. Kiedy jestem sama zakopuję się w obszerne swetry i grube skarpety, a kiedy "z nim" - jak każda kobieta - pragnę wyglądać jak milion dolarów.


Widziałam to u znajomych, których życie było unormowane. Spędzanie czasu głównie samemu wyrabiało u nich niedobry nawyk, że życie jest przejrzyste. Można zaplanować, o której godzinie czyta się gazetę, kiedy podlewa się kwiatki, kiedy ogląda serial, kiedy wmasowywać w pięty peelingi i kiedy zjada ciastko... I nie ma przeszkód by, wtedy kiedy się chce, zrobić się na bóstwo. Wszystko uder control przyzwyczaja, że o dowolnej porze można do woli korzystać z życia, osiągając upragniony spokój. Spokój na medytację, spokój na jogę, spokój na kosmetyki, książki, niczym serialowa mama Boska z Rodzinki.pl (dla tych co nie oglądają: mama 3 dzieci, która po domu z niegasnącym uśmiechem, i umalowana zasuwa w szpilkach). Trudno ludziom skupionym na spędzaniu czasu samemu ze sobą wyjść ze znajomymi o niezaplanowanej porze, wyskoczyć spontanicznie do knajpki, będąc dłużej w towarzystwie szukali po kątach samotni, jaskini. No dobra, dobra, mówimy o innych, a co z nami, co stało się ze mną, kiedy spędzam zbyt dużo czasu sama? Czy nie macie wrażenia, że czasem nas to dopada? Paradoks. Mam czas to nie ma dla kogo dbać i pachnieć. A kiedy już jest dla kogo - pojawia się chaos, ppośpiech, bieganina, roztargnienie. AAAA ratunku!

Przez dłuuuuugi, długi, i jeszcze dłuższy czas, tak jak wiele kobiet to dopada, nie potrafiłam się odnaleźć w dwóch rolach: we własnej skórze mnie jako kobiety i partnerki. Nagle zabrakło czasu na podkreślanie własnej kobiecości. Nie chodzi mi tylko o podkreślanie atrakcyjności, chodzenie w szpilkach, meetingi u fryzjera i masaże u kosmetyczki. Choć to ostatnie to w ogóle mnie nie dotyczy. Mam na myśli poszukiwanie nowej muzyki, czytanie wartościowych artykułów i książek, rozwijanie się na kursach, wysłuchiwanie przyjaciół, relaksowanie się w ulubiony sposób. No właśnie, co to jest relaksowanie się w ulubiony sposób? Brakowało mi osiąganego wcześniej spokoju. Gdzie się podział? Gdzie jest spokój? Wciąż nie miałam na nic czasu, "goniłam zegarek"! Na szybko sprzątałam, jadłam, spałam, liczyłam rzeczy do zrobienia, zamiast chodzić niemal biegłam. Przestałam się czuć kobieca, tak jakby tożsamość kobiety ulatywała mi między palcami, dziurawych rękach. Ale czy słusznie się martwiłam?

Wreszcie znalazłam odpowiedź.


"Tracimy spokój dla miłości, aby zyskać harmonię"
"Jedz, módl się i kochaj". Elizabeth Gilberth

Zrozumiałam bardzo prosto, że będąc z kimś w parze, nie będę miała nigdy upragnionego wcześniej spokoju. Zyskam coś o wiele cenniejszego! Będę mogła znaleźć jeszcze goręcej poszukiwaną harmonię. To harmonia, scala nasze życie, nawet za cenę treningów, by wyjechać razem w góry. Wreszcie harmonia poczucia wspólnego życia z drugim człowiekiem daje nam stabilność, przyczepność, bezpieczeństwo; poczucie, że mamy coś pewnego w życiu i, że jest to miłość. Pewność, patrzenia co dzień na tę drugą osobę, że nas nie opuści, że będzie obok, wesprze, pomoże, dopełni, że powie coś trzeźwym osądem, że będzie żartował gdy nam smutno i wyciągał nas co dzień z samotności. Odtąd nasze myśli stają się parzyste.


Dotyczy to nas wszystkich. Każdej kobiety w roli partnerki, czy przyjaciółki, koleżanki, córki. Zawsze zmagamy się z brakiem czasu. Tak już jest. Ale czy słusznie się tym frustrujemy? Nie sądzę.

W ten cudowny sposób przestałam martwić się, że zapomniałam ubrać kolczyków, albo "kolejny raz wyjechałam szminką" malując się w pośpiechu. Nie wypominałam sobie, że nie zabrałam rajstop do spódniczki, albo nie zdążyłam zabrać tego czy innego kobiecego fatałaszku. Przestałam się martwić, że nie jestem na bieżąco z muzyką na Youtube i nowościami w wiadomościach. Przestałam się stresować a cieszyć wspólnymi chwilami. Od tego czasu wypracowałam sposoby, m.in. wożenia ze sobą zestawu ubrań na każdą okazję, spędzania czasu na oglądaniu wspólnych wiadomości wieczorem, poszukiwaniu razem nowej muzyki.

Bo nie ważne w jakim ubraniu - zawsze będę kobietą.
Kobiecość jest w nas. Kobieca jest dusza, intelekt, myśli. Kobiece są nasze spontaniczne reakcje, przytulenie, ciepłe słowo, rozbawienie. Tego, nic nie zmieni. Tego nie ma nikt inny, to coś unikatowego. Tego, nie jest w stanie zmienić żaden krem do stóp...

24 komentarze:

  1. super słowa :) bardzo mi się podoba co napisałaś masz świętą rację - bravo

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobrze napisany post... Tak to jest z nami kobietami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W domu która z nas nie ubiera najstraszych ulubionych dresów, często podartych, ale zawsze kochanych i dziwne skarpetki i bluzkę która do niczego nie pasuje. Związujemy włosy w kokona, na twarz nakładamy jakieś paćki :D piszę ten komenatrz właśnie w takim stanie, a mój chłopak przyjedzie do mnie w poniedziałek i oczywiste - będę chciała wyglądać jak najlepiej bo widujemy się rzadko, ale nie będe popadać w żadne paranoje! Ale tak jak i Ty - ja uciekam od stresu :) Gdy mam ochote wyglądać jak milion dolców to tak będzie, a gdy chcę mieć trampki dres - tak zrobię. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, też związuję włosy w kokon, albo roladkę, jak kto lubi :) Czasem ogrom własnej pragmatyczności jest niesamowity :)

      Usuń
  4. Dokładnie. Nawet w dresie, koszuli nocnej, bez makijażu musimy się czuć kobieco. To jest w nas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, choć bywają koszule nocne i dresy, które tak budzą zmysły, och budzą.... :D

      Usuń
    2. Jeśli myślimy o tych samych dresach to faktycznie mogą obudzić zmysły każdego przechodzącego obok nas faceta :D

      Usuń
    3. Yhym! ;))) Chyba tak, myślimy o tych samych ;) Nie ulega wątpliwości! ;D

      Usuń
  5. Amen (na zakończenie Twojego wpisu).
    Zaraz napiszę Ci dlaczego zaczynam swój komentarz od tego słowa.
    Jest to odpowiednie słówko na zgodzenie się z tym o czym napisałaś. Święte słowa. Racja.100 % racji!!!
    W obecnych czasach za dużo już mamy na około medialnie przemawiających do nas tekstów i obrazków z kolorowych czasopism. Propagandy popkulturowego sukcesu- czyli "bądź zawsze idealna w stu procentach (czytaj wyglądaj zawsze jak z PhotoShop!!!, nawet gdy Twoje dziecko na grypę i nie śpisz po nocach.
    Prawda jest taka, że wiele kobiet goni za tym wizerunkiem, niespełnionej bogini seksu, uciech i młodości. A tak naprawdę zaniedbuje się te podstawowe i najważniejsze relacje międzyludzkie, które nie wymagają nie wiadomo jak dużej zasobności portfela i góry drogich ciuchów na nas samych. Miłość i bycie zamiast "posiadanie i eksponowanie tylko zewnętrznych warstw naszej aparycji", są najważniejszą rzeczą na świecie. To właśnie chwile wspólnie spędzane z drugim człowiekiem i ulotne, lecz jakże trwałe w naszej pamięci i emocjach, są esencją kobiecości, prawdziwej a nie tej kreowanej przez drapieżną i bezwzględną dla wartości modę.
    Twój wpis uderza prosto w serce, karmi wartościami zmęczony codziennym atakiem kolorowych reklam, umysł. Jest czystą esencją tego co mnie również w głowie od dawna siedzi. Kobiecość nie wymaga świecidełek by zaistnieć, kobiecość to miłość i spełnienie z drugą połówką, wspólne chwile i to co emanuje z Twojego wnętrza.
    P.S ja również kocham : "Jedz , módl się i kochaj" Elizabeth Gilberth. Genialna książka. Esencja życia i wszystkich prawd w nim, prowadzących zawsze do tej jednej, najważniejsze w życiu są chwile (podróże, ludzie, przeżycia)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje słowa są najsłodszym komentarzem, jaki mogłabym otrzymać :) Anja, bardzo Ci dziękuję. Cenie sobie Twoje pełne trafnych sformułowań, spostrzeżenia i rozwinięte wypowiedzi, które skłaniają do dalszych refleksji :>

      Zgadzam się z, jak to ujęłaś "propagandą popkulturowego sukcesu", czy jak częściej to nazywam "zgubnym wpływem mass mediów" na nasze postawy i światopogląd. Dążenie do perfekcji wypacza z nas nakierowanie na poprawę relacji z najbliższymi. W efekcie bardziej przejmujemy się zniszczeniem ubrania, niż kłótnią z krewnymi. Mówię to na przykładzie widzianej przeze mnie ostatnio wrzasków matki z synem na ulicy z powodu tego, że ten drasnął paznokciem jej błyszczącą kurtkę. Nic się nie stało, ale matka poprzeklinała na całe gardło i wyzwała go, obrzucając słowami "Ty się lecz! Jesteś nienormalny!"
      Nawiasem mówiąc, pojęcie normy też się w dzisiejszych czasach wypacza.... :(

      Usuń
  6. mega mega mega :)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetnie napisane :) być kobietą to najcięższy zawód świata...ale za to jaki piękny :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny zapach i kobiecy kolor na paznokciach to jest to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O taaaak, zapach to jest niesamowita działająca magia. Sprawia, że nawet do "pachnących" sklepów częściej wchodzę :)

      Usuń
  9. Widzę buty do tańca towarzyskiego :) To są Twoje? Kręcisz się w nich? ;) Lubie latynoskie rytmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, moje :) Już trochę podniszczone, wysłużone, bo trochę lat w nich przetańczyłam... :)

      Usuń
  10. Ja jestem dodatkowo wzbogacona w kobiecość przez bycie matką (i to podwójną) więc moja harmonia jest do potęgi trzeciej haha Czasem brakuje mi paru dni, godzin, minut samotności żeby połapać wszystkie myśli, ale w moim nowym potrójnym związku jestem superwoman :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo gratuluję Ci! To niewiarygodne szczęście mieć wokół siebie taką zacną rodzinkę ;D Wierzę, że wtedy tyle rzeczy dzieje się na minutę, że trudno pobyć sam na sam ze sobą ;) Wszystko przede mną. Też marzę o rozradowanej gromadce ;>

      Usuń
  11. Właśnie tak! Nikt ani nic nie zmieni tego, kim jesteśmy. ;]

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż... Trudno się nie zgodzić. Chcemy być idealni w każdym momencie swojego życia, nawet gdy nie mamy czasu nawet w spokoju zjeść. Chcemy mieć zawsze dobre dni, idealny makijaż, ubrania i dobry humor, ale to jest po prostu niemożliwe. Nie warto kierować się wizerunkiem kobiet w mediach, przecież one mają sesje zdjęciowe i robione zdjęcia, kiedy specjalnie się na to przygotowują. Nikt nie pokazuje ich cierpienia, choroby itp i nagle myślimy, ze one czegoś takiego nie znają jak ból. Przecież to nieprawda. Po prostu cieszmy się, że mamy dla kogo być i żyć, a nie przejmujmy rozmazaną szminką! Kolejny świetny wpis :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To słuszna rada, by nie kierować się wizerunkiem kobiet w mediach. Rzeczywiście nie pokazuje się ich cierpienia, chwil załamania, gdyż zostałyby zlinczowane przez całe społeczeństwo. Wierzymy w kreowany wizerunek, w reportaże pełne aranżowanych emocji i podkręcanej atmosfery. Najgorsze to, że obecny jest w nich obraz sytuacji ukazywany w sposób czarno-biały, skrajny i jednostronny...

      Dziękuję za komplement. Będę Was cały czas zadowalać, jak życie pozwoli, świetnymi wpisami :>

      Usuń
  13. dobrze powiedziane, nie należy przejmować się brakiem czasu i życiem w pośpiechu bo to nie zawsze oznacza coś złego :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie zawsze jest czas na by perfekcyjnie wyglądać, ale nie odejmuje nam to kobiecości jeżeli wciąż jesteśmy sobą i dobrze się czujemy w swojej skórze

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP