kwietnia 19, 2015

Po 4 miesiącach bycia instruktorką zumby

Mój burzliwy związek z zumbą jest jednym z najdłuższych, jakie udało mi się zawiązać z jakimkolwiek sportem nie licząc koszykówki, narciarstwa (ale to tylko sezonowo) i ogólnie fitnessu (inaczej być nie mogło). Obfitował we wzloty i stagnacje, przepełniony był egzaltowanymi emocjami i narkotyczną niemal ilością dopaminy, którą nie przyjmowałam jak darmozjad, a produkowałam w swym organizmie bez końca. Okazywałam swe uczucia wielokrotnie - w postaci rozbudowanej mowy ciała, szerokiego uśmiechu, zaczerwień na policzkach. Nie jest tajemnicą, że wkraczając na parkiet w czasie kursu instuktorskiego zumby fitness miałam za sobą już wieloletni okres narzeczeństwa z zumbą. Dobrze się znaliśmy, wszystkie kroki mieliśmy za sobą, chodziłam z zumbą dobrych kilka lat. Kurs instruktorski tylko ten związek przypieczętował i rozpoczął szczęśliwe, słodkie, kolorowe pożycie małżeńskie.

W ciągu tych czterech miesięcy, odkąd zrobiłam kurs na instruktorkę zumby, wiele się wydarzyło - tak jakby na przekór moim obawom, że nie będę się miała z czego utrzymać. Dostałam szansę prowadzenia własnych grup i to nie jednej, z czego się bardzo cieszę. Zastanawiałam się, jak to jest wracać z pracy zmęczoną po "maratonie" zumby i też nadarzyła się okazja by to sprawdzić - tak byłam zmęczona, że aż biust bolał mnie od "wiwijania" na parkiecie. Przypieczętowało to tylko moją decyzję o kupieniu porządnego biustonosza sportowego, zapewniającego wysoką ochronę dla kobiecych parzystych skarbów. Obecnie jestem w trakcie także dużego projektu z młodzieżą, gdzie do zumby innowacyjnie włączymy pompony i będziemy szerzyć zumbę w ogromnej ilości nadającej się na bicie rekordów Ginessa na płycie nowego boiska. Tuż obok jest siłownia na wolnym powietrzu - liczę, że za bycie frontmenką w tym wydarzeniu zapewnią mi darmowy dostęp do siłowni ;)

Zdjęcie pochodzi z kursu Instruktorskiego. Źródła własne.
Moja figura też się nieco zmieniła. Już pojawia się lekka definicja mięśni na przemienianiach i powoli na brzuchu. Także nogi wysmukliłam i zeszło trochę z tyłeczka, co jest i zaletą i wadą, bo jest mniejszy, ale za to jędrniejszy i mięśnie wyszły na pierwszy plan. Widzę tą zmianę i cieszę się, choć ostatnio nie mam czasu zrobić zdjęcia, na którym mogłabym dokładnie zestawić i porównać. Z łezką w oku patrzę więc na stare swoje zdjęcia. Czasu na sesje foto tyle nie mam, bo oprócz miliona rzeczy do zrobienia mam dość dużo godzin zumby. Średnio w tygodniu mam 3 x 2h prowadzenia zajęć zumby, więc sporo.

Porównując więc z treningiem siłowym zauważyłam większą zmianę swojej sylwetki. Kilka miesięcy temu proporcje były odwrotne - 3 razy trening siłowy i 1 raz lub 2 kardio. Teraz zajęć kardio mam więcej - czasem zumby mam 3 x po 2 godziny, a trening siłowy 1, a czasem wcale nie mam nawet sił.

15 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Taaaaaak! ;D Szalenie dobrze to ujęłaś ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Trudno się z tym nie zgodzić. Jak już się złapie bakcyla to już się z zumbą człowiek nie rozstanie ;)

      Usuń
  3. słyszałam o zumbie dużo dobrego i chyba powinnam w końcu spróbować.. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jeszcze nigdy zumby nie próbowałam, ale jakbyś Ty prowadziła zajęcia to bym przyszła :D Właściwie fajnie byłoby spróbować. A dobrze, że poprawia się wygląd sylwetki, efekty widoczne na ciele zawsze dają wiele satysfakcji. Mam nadzieję, że jak znajdziesz chwilę czasu to klepniesz o tym jakiś post, jestem ciekawa twoich efektów. Podsumowując - piękne uzależnienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, to wpadaj do mnie! ;) Zapraszam :> Taaak, choć na razie jeszcze nie takie, jakie bym widziała, ale grunt, że przy małym nakładzie wolicjonalnym a różnice drobne, bo drobne dla mnie są! ;D Hehehe, tak cudne uzależnienie, takie polecam wszystkim :D

      Usuń
  5. brawo:) ja na zumbie jeszcze nie byłam

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! W życiu najwazniejsze to robić to co się lubi, nie zmuszać siebie do niczego, nic na siłe. Zumba nie jest dla mnie, ale fajnie że Ty robisz to co lubisz, co sprawia Ci przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie próbowałam zumby, choć bardzo chcę spróbować. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie że zaryzykowałaś i się opłaciło ;-) Brawo ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ktoś pisze takie pozytywne posty to aż przychodzi taka chęć zmiany w sobie i czerpania z niej radości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze powiedziane! :) O tak, tak :D Pragnę szerzyć tę radość - niech inni też przeżywają takie chwile i mają się dobrze ;)

      Usuń
  10. No to gratuluję z 3 całego serca :)
    Pozdrawiam :)
    http://fit-healthylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP