września 09, 2015

Czas na zmiany: czyli jak pozbyć się stresu

Wracam do Was oficjalnie! Jak już wielu z Was przekonało się o tym z pojawiających się kilku świeżych postów w moim nowym sezonie blogowym wracam z nową dawką motywacji. Tym razem opowiem, jak udałam się na urlop zdrowotny z powodu stresu i jak wróciłam do aktywności fizycznej. Powiem także, o zmianach, które koniecznie każdy z młodego pokolenia powinien wprowadzić w swoim życiu.

Zacznę od wiadomości od pewnej czytelniczki:

"Kochana Elizabeth! Zauważyłam, że od jakiegoś czasu na moim ukochanym blogu, czyli Twojego autorstwa  nie pojawiają się nowe wpisy. Mam nadzieję że po prostu odpoczywasz a nie że zawieszasz blogowanie, bo nie wyobrażam sobie tego kochana! Życzę dużo dobrego i odpoczywaj."
Sylwia K.

Po takiej wiadomości na profilu Positive Fit Life na Facebooku po prostu musiałam wrócić. Chcę rozwiać wszelkie wątpliwości: na wakacjach nie porwała mnie morska fala, nie zasypiał piasek, nie trafił piorun, i (jak to mówi pewien dowcip) po mnie też nie "przeszło ludzkie pojęcie", choć ludzkie pojęcie przeszło to jaką diagnozę usłyszałam tuż po zdaniu licencjata a przed wakacjami. Musiałam niestety odstawić wszelkie moje uzależnienia: szybki styl życia, blogowanie, pracę, myślenie o studiach, pośpiech. Zamiast tego oddać się dbaniu o zdrowie.



Z pójściem do lekarza zwlekałam bardzo długo. Rzeczywiście brakowało mi czasu na wizytę, a to praca, dom, czas z narzeczonym, a przede wszystkim koniec studiów i obrona pracy licencjackiej. W dodatku w ramach przeprowadzonych badań w gronie gimnazjalistów, prowadziłam dla nich zumbę po kilka razy w tygodniu, więc było co robić. Rzeczywiście kalendarz pękał w szwach, a o upływającym czasie przypominali mi znajomi czekający, aż odezwę się o której pasuje mi się spotkać. Stres, stres, stres. I pośpiech.

O tym jaką diagnozę usłyszałam, dowiecie się w drugim następnym poście. W kolejnych pojawi się także książka mocno motywująca, która powinna pojawić się tutaj na blogu już wcześniej. Musicie więc być tutaj koniecznie!

Stres sprawił, że nie miałam czasu na zwykłe posiedzenie na kanapie, nie wspomnę o pomalowaniu paznokci i przeczytaniu choćby jednej strony z gazety, nie wspominając o ulubionych książkach. Zasypiałam układając listę rzeczy do zrobienia, a budziłam się odtwarzając ją od nowa. Wciąż pytałam się nerwowo "czy o czymś przypadkiem nie zapomniałam". Skóra zbuntowała się cieniami pod oczami i niedoskonałościami. Zapomniałam, jak to jest zjeść obiad powoli. Zapomniałam jak brzmią moje relaksujące piosenki i jak odprężająco działa muzyka na ciało. Jedną jaką słuchałam to ta w pracy - do zumby (jedyny jasny punkt w tym wszystkim).


Jakie zmiany wprowadziłam, by złagodzić stres?
Daj sobie chwilę na "robię-nic"
Jest to wspaniała umiejętność, którą niestety posiadają głównie mężczyźni. To coś jak "leżeć i pachnieć", ale nie koniecznie trzeba pachnieć ;) Spokojnie, nie nazwę Cię leniem, jeśli "porobisz-nic". Po prostu człowiek wtedy najlepiej się regeneruje.Chodzi o odpoczywanie, bez rozpraszających dźwięków. Powinno się odłożyć wszelkie wykonywane czynności w tym czasie i usiąść bądź poleżeć w spokoju i ciszy. Od pewnego czasu przestałam się wstydzić, że planuję 10 minut na nic-nie robienie. Mam dzięki temu więcej sił na potem.

Planuj tylko jedną dużą rzecz do zrobienia.
Zwykle zgrywałam bohaterkę, która uniesie wszystkie problemy świata i swoje i innych. Zauważyłam, że gdy jednak planuję tylko jedną ważną rzecz do zrobienia na dany dzień, łatwiej mi to sprawić i mam mniej wyrzutów sumienia, że zawaliłam coś innego. Dzięki temu mam możliwość, by komuś innemu pomóc, porozmawiać, czy wysłuchać.

Zrób sobie listę lub grafik
Lista rzeczy zakrólowała z wielkim powodzeniem. Mam zwykłą kartkę, z kratkami do odznaczania wykonanych zadań. Napisz plan treningowy, odwiedź ciocię, sprawdź plan zajęć, przygotuj się do pracy. Wykonanie jest moim małym sukcesem, a widok odznaczonego zadania motywuje mnie, że niewiele zostało i da się jednak coś zrealizować.

Przyjmuj dużo kwasu foliowego
Kwas foliowy to nie tylko zarezerwowany lek dla kobiet w ciąży. Nie wiem, jak mężczyźni, ale kobietom na pewno to będzie służyło. Kwas foliowy to przede wszystkim witamina z grupy B, która obniża odczuwanie zmęczenia. Pozwala zachować lepszy wygląd skóry, eliminując oznaki stresu.

Spraw sobie czworonoga
Od miesiąca mam małego szczeniaka. Choć wydawało mi się, że to nadmiar obowiązków, jako niepoprawna optymistka, dostrzegam rosnące ilości korzyści. Spacer sprawia, że się dotleniam, a wyjścia z domu motywują, by wstać z kanapy. Wychodzenie z psem w niepogodę hartuje moją "przemakalną" naturę i kształtuje siłę charakteru. Przede wszystkim wspólne zabawy i spacery to dodatkowa dawka aktywności fizycznej! I środek odchudzający, bo zgubiłam już 2 kg. ;)

18 komentarzy:

  1. Czworonóg, dokładnie pies to dobry pomysł. Sama mam 3 psiaki w domu. Po pierwsze na plus to długie spacery, a po drugie taki zwierzak to idealny przyjaciel, nigdy nie zawiedzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Piesek to świetny przyjaciel, którego towarzystwo rozładowuje wszelkie napięcia i stresy, a ponadto przynosi wiele radości i śmiechu. :) Dzięki za wsparcie idei :>

      Usuń
  2. hej :)
    wczoraj bylam w trakacie pisania komentarza o podobnej tresci, ze sie ciesze, ze wrocilas na blog, ale zadzwonila kolezanka i rozmawialam z nia 2 h i nie skonczylam pisac... W kazdym razie bardzo sie ciesze, ze jestes. Rowniez brakowalo mi Twoich pozytywnych wpisow :) POZDRAWIAM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ogromnie, że tu jesteś :) Wspaniale, że też cieszysz się z mojego powrotu. Nawet się nie spodziewałam, że będzie tak sympatycznie :D

      Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  3. Cieszę się, że wracasz :) Czekałam na kolejne wpisy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również się cieszę i nie mogę ukryć radości, że czekasz na moje kolejne posty :) Powiem Ci, że są już zaplanowane ;)

      Usuń
  4. Super wpis. Daje do myślenia i również jestem zadowolona, że znów piszesz. Nie przestawaj to będę wracała po więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! No to dałaś mi bezwzględną motywację! ;)

      Usuń
  5. Super blog, fajny wpis. Jestem początkującą blogerką, ale dążę do tego efektu jaki ty uzyskałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te miłe słowa, bardzo mnie tym podbudowałaś. Wspaniale być dla kogoś wzorem :D

      Usuń
  6. Sama miałam tak, że czas uciekał jak oszalały. Stres do tego i miałam problemy z żołądkiem. Wizyta na SOR-ze i takie tam, więc teraz już wyluzowałam trochę i nie kładę na siebie zbyt wielu "dużych rzeczy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, Twoja historia to rzeczywiście "osty" medyczny przypadrk. Życzę Ci byś nie musiała już więcej wracać na SOR. Zdroweczka kochana!
      Dzięki za odwiedziny! ;D

      Usuń
  7. Od miesiąca prawie próbuję wskoczyć w tryby pracy od poniedziałku do soboty. Wkrótce czeka mnie taki czas, gdy wolny będę miała 1 dzień na dwa tygodnie, do tego mnóstwo stresu związanego z pisaniem pracy magisterskiej, studiami i pracą. Tak się zastanawiam, jak osoba przyzwyczajona do 4 dni weekendu da sobie z tym radę, ale zobaczymy, lepsze to niż powtórka z nieróbstwa w depresji. Najważniejsze jest dać sobie choć pół godziny ruchu w ciągu dnia. Po pracy czy szkole takie 30 minut to jak kilka godzin odmóżdżania - a skutkuje bardziej. Poza tym zaczęłam wspomagać się żeń-szeniem syberyjskim i dbać o dietę, bo kilka dni olewania jej skutkuje niewyobrażalnym zmęczeniem. Teraz tylko zaskoczyć z organizacją i będzie git :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za Ciebie. Dasz radę! :) Jeśli mogę Ci coś polecić, to na te 30 minut odmóżdżenia stosuj sobie techniki relaksacyjne i wszelkie odprężające pozycje z jogi. Ostatnio wróciłam do jogi i czuję się jak nowonarodzona. ;)

      Mam nadzieję, że gdy wpadniesz znów na mojego bloga, u Ciebie będzie już lepiej :D Wiem, że jesteś dobra w organizacji.
      Pozdrawiam Cię ciepło :)

      Usuń
  8. Mam nadzieję, że u Ciebie już wszystko w porządku i z biegiem czasu będzie jeszcze lżej :) Bardzo cenne rady, niby każdy o tym wie, ale czasami trzeba sobie o tym wszystkim przypomnieć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Elizabeth, tak się cieszę! Koniecznie odpoczywaj, ja musiałam jakiś czas wrzucić na luz z powodu hashimoto, miałam poziom hormonu TSH 15,590, przy górnej normie 4,2 a tak naprawdę w moim wieku (23lata) porządany wynik to 1-1,5... Dopóki poziom hormonu nie spadł do obecnego 5,5 czułam się jakbym miała 80 lat, trzy razy na miesiąc byłam przeziębiona...stany depresyjne, norma. Teraz jest dużo lepiej, ćwiczę, jem zdrowo, tylko miałam kryzys przez miesiąc...ale wracam i z Tobą tym bardziej się uda!!!! Dbaj o siebie, to najważniejsze!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Elizabeth, tak się cieszę! Koniecznie odpoczywaj, ja musiałam jakiś czas wrzucić na luz z powodu hashimoto, miałam poziom hormonu TSH 15,590, przy górnej normie 4,2 a tak naprawdę w moim wieku (23lata) porządany wynik to 1-1,5... Dopóki poziom hormonu nie spadł do obecnego 5,5 czułam się jakbym miała 80 lat, trzy razy na miesiąc byłam przeziębiona...stany depresyjne, norma. Teraz jest dużo lepiej, ćwiczę, jem zdrowo, tylko miałam kryzys przez miesiąc...ale wracam i z Tobą tym bardziej się uda!!!! Dbaj o siebie, to najważniejsze!!! :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP