września 30, 2015

Inspiracje z południowej Francji / Moje podróże ze sportem w tle

Moją miłość do podróży roznieca każda okazja do wyjazdu w odległe miejsce. Czy jest to 60 km czy 2 tysiące - zawsze jest uciecha. Nie zapominam kim jestem i zawsze w podróże wplatam elementy swoich największych pasji - jako wielbicielka sportów, miłośniczka jogi, fitnessu i zumby oraz (ostatnio już) "weekendowa" tancerka. Wszystko istnieć musi za prawą pysznej kuchni nadającej energię na całodniowe szaleństwa. Tym razem przedstawię Wam od tej aktywnej i kulinarnej strony wyjazd do Francji. Poprowadzę narrację nieco bardziej pamiętnikową niż w zdjęciach. Musicie wierzyć mi więc na słowo.



Co, gdzie i kiedy?
Chłodna pogoda we francuskim Toulusse przypominała tę Polską. Przywitał nas chłód, lecz w miejscu naszego pobytu, w malowniczych okolicach Montauban temperatura była jeszcze niższa. Chłodne poranki nie dawały wielu okazji do uprawiania sportów toteż dzień rozpoczynałam jogą w zacisznym salonie, a później pichciłam we wspaniale wyposażonej kuchni, o czym wspomnę później. Tamte tereny świetnie nadawały się do kontemplowania spokoju towarzyszącego wiejskiej sielance.

Wieczorami i nielicznymi popołudniami, kiedy robiło się naprawdę cieplej, graliśmy w ping-ponga całymi godzinami. Odczułam wtedy jak bardzo jest to sport rozwijający asymetryczną sylwetkę. Pamiętam, jak zmęczone miałam mięśnie prawej ręki. Po takiej serii treningów mogę stwierdzić podszkoliłam znacznie swoje umiejętności. 

Po tygodniu przenieśliśmy się w okolice Marsylii do położonego nad Lazurowym Wybrzeżem La Ciotat i to właśnie stamtąd pochodzą powyższe zdjęcia morza.



Jedzenie
Ci, którzy obserwują mnie @elizabethlawess na Instagramie mieli szansę pierwsi odgadnąć co mogło się dziać w ciągu tego czasu we Francji. Dla mnie kuchnia we Francji była pełna zabawy. W piekarniach torty były bajecznie wymyślnie przyozdobione, łatwo można było kupić bardziej naturalne niż w Polsce soki z miąższem, zaś kupienie właściwego mięsa, które potrzebowaliśmy do pichcenia graniczyło z cudem, gdyż nie znałam dobrze języka. W efekcie zamiast białej kiełbasy nabyłam flaki.







Gotować samemu czy stołować się we francuskich restauracjach?
Postawiliśmy na gotowanie we własnej kuchni, gdyż w stołowanie się w restauracjach jest dużo droższe. Istnieje pewna relacja: 100 zł wydane w restauracji w Polsce równało się zazwyczaj 100 w euro. W domu zaś otaczały nas śmieszne i zarazem inspirujące obrazy. Wyposażenie kuchni, którą mieliśmy do dyspozycji, było imponujące, aczkolwiek nasze zapasy produktów wręcz odwrotnie i z początku marne. Mając ochotę coś upichcić byłam zmuszona zrobić coś z niczego. Tak powstał w pierwszy dzień: domowy budyń, sałatka z warzyw i pietruszki z ogródka oraz francuskie gnocchi. Te zaś na obrazku są przed ugotowaniem, gdyż po... zgubiły swoje kształty. Jak to bywa w kuchni - można przygotowywać coś 100 razy i niemal z zamkniętymi oczami, ale 101 może się nie udać.




Co z filigranowymi sylwetkami Francuzek?
Prawdziwa zabawna sytuacja wyszła z fotografiami szczupłych dziewcząt. Dobrze wiem, że na nie czekaliście. Szukałam dogodnych okazji do zrobienia zdjęcia, ale w efekcie nie udało mi się zrobić żadnego. Kiedy otacza Cię mnóstwo osób, które mają wspólną cechę zawsze masz nadzieje, że jeszcze nadarzy się lepsza okazja albo po prostu przyglądasz się i podziwiasz. Tak patrzyłam na filigranowe sylwetki Francuzek, o których wspomniałam w ostatnim poście i nie zrobiłam ani jednego sensownego zdjęcia. Liczę na Wasze bystre oczyska na poniższych zdjęciach.

Nie być jak Chińczycy
Nie chcąc oglądać świata jak Chińczycy - przez okna obiektywów aparatów fotograficznych - uwieczniłam dla potomnych praktycznie niewiele momentów. Wiele więcej zapisałam w swojej pamięci. Myślę, że nie mam się czego wstydzić - po prostu żyję wolniej, smakuję chwile, smaki i momenty w życiu. Myślę, że to jest ważniejsze niż pamiątkowe zdjęcia, do których niejednokrotnie nie wracamy.

Wielkie miasta i jogging
Poniżej plac w Tuluzie. Muszę powiedzieć, że w wielkich miastach sporo osób biega. Idziesz ulicą i zawsze musisz minąć kogoś, kto właśnie w sportowych ciuchach uprawia codzienny jogging. Przez park, wzdłuż kanału, przecinając ulice. Biegacze są wszędzie! Jest ich znacznie więcej, niż widziałam w Polsce - we Wrocławiu, Gdańsku, czy nawet Warszawie. Są przede wszystkim o różnych porach dnia, a nie jedynie rano czy wieczorem.




Dlaczego marzę o trendzie chodzenia?
Wielu ludzi nie docenia wartości spacerów. Jak wspomniałam poprzednio, Francuzki dużo chodzą pieszo i pewnie w dużej mierze temu zawdzięczają swoje figury. Przypuszczam, że to taki świeży europejski trend, gdyż jak byłam kilka lat temu w Tunezji pewien czarnoskóry przyjaciel krzywo na mnie patrzył, że udałam się na spacer nad morze. Na nogach?! Sama?! Po co? Pochodzić? Nie może być! - odpowiedział po angielsku skrzywiony.

Wracając do Francji, my bardzo dużo chodziliśmy, zwłaszcza by zwiedzić miasto. To świetna forma aktywności, tak prosta w realizacji a często zarzucana. Obecnie ludzie w tak wielkim stopniu wykorzystują samochody i siedzą, że ani się nie obejrzymy a "chorobą cywilizacyjną" tak jak cukrzyca, staną się żylaki, problemy z układem krążenia i inne dolegliwości związane z przeżywaniem życia na siedząco. Choć wszelkie filozofie slow life popularyzują chodzenie, obecnie mam wrażenie, że to raczej sport dla nielicznych i hipsterów.

Jak starzeją się sylwetki Francuzek na plaży w Saint Tropez?
To bardzo ciekawe. W poszukiwaniu plaży trafiliśmy na jedną z tych dzikich plaż Saint Tropez, przy których mieściła się ekskluzywna knajpa przyciągająca bogatych Francuzów. Bogaci i biedniejsi, z psem czy bez, choć głównie starsi, wszyscy opalali się pod tym samym słońcem, przy tej samej wodzie. Nie ma we współczesnym świecie tak wielu sytuacji, w której jesteśmy bardziej równi niż wtedy - w stroju kąpielowym, z odsłoniętymi udami, brzuchem i wszelkimi kompleksami na wierzchu. Wiecie co zauważyłam? Francuski w podeszłym wieku są nadal szczupłe! Oczywiście wokół brzucha mają często troszkę obwisłej skóry, ale ramiona, plecy, przeguby, a zwłaszcza nogi mają w znakomitej większości szczupłe. Naprawdę. My Polki z czasem przybieramy figurę kulki, albo nabieramy ciałka w udach i na brzuchu. Tu rzeczywiście jest się szczupłym nie tylko w wieku młodości.

Lifestyle na siedząco
Podróże pociągami pozwalały mi na jedynie statyczne rozrywki. Żeby nie było - po za ćwiczeniami i tworzeniem nowych układów choreograficznych do nowego sezonu zumby, które uskuteczniałam miedzy sesjami jogi - ja też siedziałam. Toteż jak przystało na przebywanie w ambasadzie światowej mody zabezpieczyłam się przed podróżą we Francuskiego Vouge'a. Polecam Vouge'a Paris wszystkim, którzy nie znają języka - maksimum stron i obrazów, minimum słów. Dotarliśmy także na prawdziwie niezdrowe McFlurry o smaku M&M's. Te i inne hedonistyczne rozrywki widzicie poniżej.


 
 

PS: Czeka Was jeszcze jeden ciekawy post z tej serii.

9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement!
      Fajnie, że taki komentarz pojawił się jako pierwszy :D

      Usuń
  2. Zdjęcia z Francji takie słoneczne, że aż tęsknię już za latem ;p
    Bardzo interesujący blog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, akurat była taka piękna pogoda, kiedy robiłam te zdjęcia. Im bliżej Marsyli, Cannes i Saint Tropez tym częściej, niemal non stop jest cudownie słoneczna pogoda. D:

      Cieszę się, że Cię zainteresowałam moim blogiem. :D

      Usuń
  3. Świetny wpis. Aż zmotywowałaś do chodzenia ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż za sukces! Wspaniale, że działam na Ciebie tak motywująco! ;D

      Usuń
  4. Ja też dużo chodzę. Może dlatego nigdy nie miałam problemu z nogami i zawsze rysowały się na nich mięśnie. Często chodzę pieszo na siłownię (ok. 4 km w jedną stronę). Mi także Francja kojarzy się z biegaczami ;)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP