listopada 14, 2015

Światowy Dzień Zwalczania Cukrzycy

Ze sceptycyzmem, wesołym humorem i skrupulatną obserwacją podchodziłam zwykle do wszelkich dni... czegokolwiek. Ogłasza się dni przytulania, dzień uśmiechu, dzień bez samochodu, dzień tańca. Zwykle wydawało mi się, że są wynikiem braku czegoś - czułości, zażywania świeżego powietrza, ruchu ciała, pozytywnych emocji. Wnioskiem zwykle było: róbmy odwrotnie niż zwykle, a będzie lepiej. Tymczasem dziś przypada Światowy Dzień Zwalczania Cukrzycy i już sprawa nie wydaje mi się taka prosta. Zwykle kojarzy się taki dzień raczej smutno. Że oj, będziemy zapobiegać cukrzycy, będziemy się przestrzegać, nawoływać do leczenia, będziemy się smucić i użalać. Zdrowi mówią: "mnie to nie dotyczy". Czy aby na pewno? Czy problem cukrzycy nie dotyka też zdrowych ludzi? Czy może nie zaczyna się od zdrowych ludzi?

Kiedy idę chodnikiem katowickiego miasta ogrodów widzę w parkach coraz więcej... psów, oczywiście z właścicielami, starszych ludzi i ludzi uprawiających bieganie. Popadamy w skrajności - albo uprawiamy zasiedziały tryb życia albo przepełniony aktywnościami. Albo zwracamy uwagę, czy wszystko jest zdrowe co jemy, albo jesteśmy ignorantami. 

Obecnie ulubionym sportem dzieci są po sklepach rajdy i bujanie się z boku na bok przy nowej muzyce. Za czasów mojego dzieciństwa najwięcej hałasu było właśnie na podwórku... i w parku, bo mieścił się tuż obok naszego podwórka ;) Życie towarzyskie kręciło się wokół trzepaka, a nie telewizora, jak dzisiaj. Najwięcej raczej było śmiechów, żartów i kłótni dzieci o to kto jest królem skoków do piaskownicy przed blokiem oraz kłótni sąsiadów - czyj pies nasikał do owej piaskownicy. Od najmłodszych lat rodzice pozwalali na pierwsze w naszym życiu zajęcia sportowe - wspinaczka na osiedlową wierzbę, skok na równe nogi z gałęzi oraz wymyki, odmyki, kurczaki i inne fachowe figury gimnastyczne na trzepaku. Nas nie trzeba było wypychać, a jedynie zatrzymywać i wołać do domu. Uprawialiśmy "pomidory" grając w pomidora i zacieśniając nasze podwórkowe więzy, dzięki temu wszelkie zapasy, biegi przyjemnie nam upływały. Nie jedliśmy wtedy chipsów i czekolady, biegaliśmy nawet o tym nie myśląc - byliśmy zdrowsi i mniej narażeni na cukrzycę.



Dziś przypada Światowy Dzień Zwalczania Cukrzycy, który moim zdaniem nie wynika z nadmiaru - cukrzycy, węglowodanów w diecie, chipsów. O ile jeden typ cukrzycy nie jest możliwy do uniknięcia, gdyż jest od urodzenia, o ile ten nabywany w ciągu życia jak najbardziej. A mówi to wnuczka dwóch babć chorych na oba rodzaje cukrzycy. Ta możliwa do uniknięcia cukrzyca wynika znów z braku - spontanicznego ruchu dzieci, dobrych nawyków żywieniowych rodziców i braku umiejętności odmawiania swoim pociechom słodyczy w nadmiarze. W efekcie cukru we krwi krąży zbyt wiele, a insulina trawiąca cukry, staje się zbyt słaba w stosunku do tak wielkiej ilości do strawienia. Brak świadomości w jakości serwowanego swoim dzieciom jedzenia i ich ilości, w dzisiejszym dobrobycie,  - jest kluczem do rozumienia cukrzycy.

Śmierć od jednej paczki chipsów
Oczywiście od jednej paczki chipsów nikt nie umarł, jednak parówki, nutella, napoje gazowane, naleśniki co drugi dzień i jedzenie z McDonalda potrafią dostarczyć dzieciom sporo chemii. Stosowane substancje wypaczają nasze kubki smakowe, które już nie są w stanie delektować się zdrowym jedzeniem. W efekcie potrzebujemy bardziej słonych, bardziej słodkich potraw by poczuć ich dobry smak. Jemy też coraz więcej łatwego jedzenia, które często jest tzw. junk food. To jedzenie przetworzone, półprodukty do odgrzania w mikrofalówce, hamburgery itd.

Śmieszno-brzydka historia
Na koniec opowiem Wam o tym, co dzieje się, gdy dzieci zjedzą trochę badziewnego jedzenia i potem bawią się w ruchowe zabawy. Pewnie spodziewacie się, że czują się źle. Ale w jakich sytuacjach? Jako pedagog pracuję z dziećmi w roli animatorki na dziecięcych urodzinach. Jedzenie, które podawane jest na urodzinkach potrafi porządnie zmienić powietrze, którym oddychamy. Oczywiście nie chodzi o to, że dostają złej jakości jedzenie, że TYLKO chipsy i paluszki - po owoce, domowe ciasta, kruche ciastka wcale nie sięgają. Ależ skąd! Mają WYBÓR. Takie zdrowsze jedzenie zostanie, sałatka zostanie, owoce zwiędną, a solenizantka jest rozczarowana: "mamo, dzieci wcale nie jadły naszego tortu", albo "nikt nie chciał schabowego". Siłą rzeczy w mgnieniu oka znikają chipsy i paluszki. Wystarczy kilkanaście minut przerwy, abym podczas drugiej części zabawy poczuła niejednego cichego bąka puszczonego przez dziecko. Wynikają nawet niezręczne sytuacje - "cichacz" w kolejce do tunelu animacyjnego uwolniony przez solenizanta na przodzie i skarżący gość: "psze pani, Asia puściła na Anię bąka!" Co ja mam zrobić? ;)

11 komentarzy:

  1. Sama byłam w strachu, że mam cukrzycę. Zaobserwowałam, że po zjedzeniu w całości batonika z czekoladą poci mi się kark, potem kręcenie się w głowie i zasłabnięcia, gdy tylko trochę się przegłodziłam. Badania jednak nie wykazały choroby, a teraz cukier jest u mnie na cenzurowanym. Jest jeszcze inne świństwo, którego szczególnie unikam: syrop glukozowo-fruktozowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za Twoje słowa i wyznania z doświadczeń. To, rzeczywiście bardzo wąska granica w obcowaniu z cukrem.Doceniam, że podzieliłaś się z nami swoim problemem z cukrem. Mam nadzieję, że doczekamy się więcej jedzenia, które pozwoli nam uciec od skutków cukrzycy i żyć normalnie, bez obawy o złe samopoczucie i życie. Życzę Ci zdrowia! :)

      Usuń
  2. Staram się patrzeć na skład produktów, pić tylko białą wodę, piec domowe ciasta, jeść codziennie owoce i warzywa. Jednak często mam ochotę na czekoladę albo jakąś przekąskę i nie wzbraniam się za mocno chociaż wiem że powinnam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio oglądałam bardzo fajny filmik nt. cukru i reakcji w naszym organizmie po jego spożyciu. Kurczę, naprawdę cieszę się, że od dłuuugiego czasu mam już świadomość tego, co jem. Tylko czasem ciężko ją zdobyć, gdy ktoś się nie zagłębia w temat. Z każdej strony, owszem, bombardują nas "fit" zdrowymi przekąskami i społeczeństwo (w tym ja kiedyś) głupieje. "Zjem jogurcik owocowy", bo to zdrowo! Co z tego, że na 100g mamy około 15 g cukru? Chociaż i tak mam wrażenie, że wszystko coraz bardziej się zmienia i idzie ku lepszemu. :))
    A historia faktycznie nieco "śmierdząca", ale jakoś tak wywołała uśmiech, delikatny (bo to wcale nic dobrego, przecież! :) ) na twarzy. :D No jak żyć? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwołam się do ostatniego akapitu - hahahahahaaa :) Prawda, śmiesznie jest wtedy i najbardziej, kiedy się opowiada, ale dzieci podchodzą do tego bardzo serio. Potrafią się odwrócić i zareagować ostracyzmem na miejscu. Oczywiście to od doroslych zależy czy obróci się to w żart :)

      Usuń
  4. Mój tata ma cukrzycę i chyba tylko przez zaczął patrzeć na to co je, ale i tak w zbyt mały stopniu moim zdaniem... moim zdaniem wszystko jest dla ludzi, ale też po co się zatruwać, skoro większość tych szkodliwych rzeczy można odtworzyć samemu w domu i nie zjadać przy tym tony cukru i chemii? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno wymaga czasu, zaangażowania oraz środków pieniężnych na zdrowe produkty, takie jak zdrowe swojskie mięso, z którego można zrobić wędliny :)

      Usuń
  5. Nie wyobrażam sobie mieć cukrzycę, była by to olbrzymia katorga dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cukrzyca to straszna choroba, niestety w wielu przypadkach sami ją na siebie sprowadzamy. Końcówka o cichaczach zbiła mnie z nóg ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatni akapit o cichaczach jest i zabawny, ale brutalnie prawdziwy, nie tylko u dzieci. To, że u ludzi układ pokarmowy działa z problemami można łatwo zaobserwować (i poczuć). Ale nawyki biorą górę nad zdrowiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwe są Twoje spostrzeżenia wychodzące po za przykład dzieci. Też niestety przekonałam się na własnej skórze na drutygodniowych wyjazdach jako instruktor tańca i wychowawca, jak "badziewne" i przepełnione w chemię jedzenie potrafi zmienić samopoczucie oraz jakość trawienia. Miewałam kolki jelitowe a wzdęcia przewyższyły chyba liczne setki. Prawda jest brutalna.

      Usuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP