czerwca 06, 2016

Podjęłam poważną decyzję: rezygnuję z siłowni. I co dalej?

Dramat? Trudna decyzja zrezygnować z karnetu na siłownię, tak myślisz, prawda? Brzmi strasznie? Kiedyś sobie tego zupełnie nie wyobrażałam, myślałam, że to niemożliwe. No way! Czułabym się taka bezpańska! I nie chodzi o przeniesienie do innej siłowni, zamianę. Po prostu rezygnuję, nie będę chodziła na Tą popularną siłownię. Czy całkowicie rozstaję się z siłownią? Czy kiedyś jeszcze kupię karnet na siłownię? Czy zrywam z ćwiczeniami? Na ostatnie pytanie mogę odpowiedzieć: Nie.

Mówię znajomym, że postanowiłam zrezygnować z karnetu na siłownię. Najpierw mrukliwe "aha", "spoko", jak informacja, że na obiad znów będzie schabowy. Po chwili: Ale jak to? Co? Zdecydowałam się zrezygnować? Dlaczego? Mięczak z Ciebie! Odpuszczasz ćwiczeniom? Nie! - odpowiadam z refleksem. Co Ci się nie podobało w siłowni? Opowiem, dlaczego więc podjęłam taką radykalną i racjonalną decyzję.

Już jakiś czas temu przebąkiwałam, że noszę się z zamiarem wejść po raz ostatni na siłownię i już więcej tam nie wracać. Uściślijmy: zrezygnowałam z karnetu na popularną siłownię, a nie z siłowni. To sieciówka, wielka, popularna, obklejona logami. Ale to akurat jeszcze nie zbrodnia.




Czuję się lżej. Cała zamiana wyszła mi tylko na dobre. Nie tylko mój portfel ma się lepiej, ale także ja. Widzę same plusy: zmiana otoczenia wyjdzie mi na zdrowie, przyda mi się także zmiana trybu ćwiczeń, a moje sumienie odpocznie od wyrzucania sobie nieodbytych z powodu zapracowania treningów.

Postanowiłam zrezygnować z siłowni, lecz nie zrywać z ćwiczeniami siłowymi.  

Czyli siłownia jako tako, nadal pozostaje OK. Czasu na trening siłowy ze względu na prowadzenie zajęć zmby fitness i warsztatów tanecznych miałam nie wiele. Ruchu za to bardzo dużo.

Czy wrócę na siłownię? 

Pewnie tak i przypuszczam, że prędko to nadejdzie. Dlatego nie sądźcie, że "ta pani na siłowni swojej zacnej stopy już nie postawi". Nie zdziwcie się, jeśli napiszę jakiś tekst o siłowni. Powiedzmy, że przechodzę na high level i chcę trochę odmiany. Bez wyciskania ciężarów długo żyć nie potrafię. Z tego powodu pewnie za niedługo, gdy będę mieć czas (czyli za miesiąc) na regularne treningi min. 3 razy w tygodniu, znów prawdopodobnie nawiedzę siłownię.

Czy kupię karnet na siłownię? 

Na pewno, ale nie do zatłoczonej, głośnej siłowni sieciówki. Jeśli już, będzie to już na osiedlowej siłowni, gdzie będę mogła nawiązać kontakt z osobami tam ćwiczącymi, trenerami i właścicielami. To bardzo cenię, zwłaszcza po trenowaniu w klubie, gdzie panowała tak duża anonimowość i zmiana osób ćwiczących oraz trenerów.



Postanowiłam skompletować swoją siłownię.  

Właściwie oprócz maszyn mam wszystko, z czego dotychczas korzystałam na płatnej siłowni. Mam step, hantle o różnych wagach, sztangę, maty do ćwiczeń, taśmy (tego akurat nie było na siłowni). Zamiast rozgrzewki na bieżni robię rozgrzewkę fitnessową lub na stepie. Cardio mam dużo - taniec i zumba świetnie wypełniają mi dni wolne od siłowych i wzmacniających ciało treningów.

Jutro powinna dotrzeć do mnie ławka. Za niedługo pojawi się drążek do podciągania, którego wymaga mój mężczyzna, ćwiczący od lat w domu, na własnej domowej siłowni. Da się? Da. Powoli więc przywozimy jego sprzęt do naszego przyszłego gniazdka.

W przyszłości planuję dalej rozwijać swoją domową siłownię.  

Na ścianie będzie wielka fototapeta widoku na plaży z jasnym piaskiem, palmami i błękitnym morzem. Pragnę poświęcić na to cały pokój. To moje marzenie, którego jestem coraz bliżej. Chciałabym aby pojawił się tam atlas i powoli niektóre maszyny na nogi. Ćwicząc, będę patrzeć na piękny widok i myśleć o tym, jak to jest paradować w bikini na plaży. Za chwilę wskoczę do tej błękitnej wody...

Z siłownianych tematów pisałam jeszcze...
 7 typów facetów, których spotkasz na siłowni
Motywacja, czyli znamy się tylko z widzenia

Jakie masz wspomnienia z treningów na siłowni? Co Ci się podoba a co nie? Co sądzisz na temat coraz częściej spotykanej mody na ćwiczenia na domowej siłowni?

28 komentarzy:

  1. Wiesz... rozumiem Twój wybór. Sama miałam podobnie. Męczyłam się w tym fit-lanserskim środowisku. Teraz sama jestem trenerem i zabieram swoje dziewczyny do fight clubu, gdzie siłownia... no cóż... odbiega wyglądem od tych sieciowych. Jest odrapana, mało w niej maszyn za to wiele "żelaza" i ci ludzie, którzy przychodzą ostro trenować a nie "się pokazać". Inny klimat. Można naprawdę skupić się na pracy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawie mówisz o swojej obecnej pracy. Dopiero po latach odkryłam, że nie da się tak całkowicie wyłączyć i nie czuć obecności innych osób, zwłaszcza kiedy wzajemnie wchodzi się sobie w drogę. Fajnie, że w Twojej siłowni przychodzą osoby ostro trenować ;)

      Usuń
  2. Mieszkam na obrzeżu miasta i tutaj mamy fajna siłownie , głownie starsze osoby na nia chodzą i jest miło- tak samo w szatniach. Dobrze sie tam czuje, ale czasami chodzę rzadziej- głownie latem. Wole isc na plaże, popływać, pojeździć rowerem, ogólnie latem mniej ćwiczę, ale siłownie lubie, tylko szkoda mi pogody.... Ale grzyby mi sie tamtejsza atmosfera nie podobała, na pewno bym zrezygnowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwracasz uwagę właśnie na to, co po latach bardziej cenię. Kontakt z ludźmi, pogadanki, wymiana doświadczeń, a chociażby rozmowa o nastroju. Zdarza się czasem, że złapię z kimś kontakt i dużo lepiej zapamiętuję taki trening. Nawet jeśli są to starsze panie... ;)

      Usuń
  3. Każdy woli co innego, ale ja osobiście Ciebie rozumiem - nie przepadam za tymi siłowniami-sieciówkami pełnymi koksów, którzy przyszli, że to kolokwialnie nazwę "powyrywać dupy na muły" i na wydatek na suple przy kasie. Raz w życiu poszłam, zobaczyłam i wyszłam mówiąc, że nigdy więcej nie wrócę. Wolę poćwiczyć na świeżym powietrzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zrozumienie :) Miło, że nadajmy na podobnych falach :D Hehehe, wesoło zobrazowałaś klimat panujący na siłowni, którą odwiedziłaś. Bardzo rzeczywisty obraz ;)

      Usuń
  4. Pierwszy (i ostatni) raz byłam na siłowni 2 tygodnie temu. Zero hantli, same rowerki , maszyna przeznaczona do treningu nóg i jedna sztanga. Niestety wszystkie 3 siłownie w moim miasteczku są przeznaczone dla osób preferujących trening cardio a nie siłowy, dlatego zastanawia mnie jak takie miejsca mogą nazywać się siłowniami. Na razie jestem zmuszona do robienia treningu siłowego w domu, zamierzam kupić niedługo dodatkowe hantle. Czasami lepiej jest zrobić dobry trening siłowy w domu niż marny na ,,siłowni" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, to raczej miejsce naśladujące siłownię. Bardziej jak strefa fit. Moim zdaniem, gdyby w takim miasteczku, jak Twoje powstała siłownia-sieciówka to byłby to hit i szał. Pewnie wiele osób by szalało. I wtedy nie ma co się dziwić. Nie powiem, sieciówkowe siłownie też mają swoje plusy...

      Usuń
  5. Po urodzeniu dziecka nie mogłam sobie pozowlic na luksus chodzenia na silownie..moze nawet nie chodzenia na silowenie,ale docierania do niej, zatem stworzyłam własną domowa, moze nie wyciskam niewiadomo ile..ale jestem zadowolona i spokojnijesza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że zawitał tutaj ktoś trenujący w domowej siłowni. Doceniam to i myślę, że to nic ujmującego. Możesz być z siebie dumna, że sama sobie skompletowałaś sprzęt. Gratulację! :)

      Usuń
  6. Dobry plan, ja się mobilizuje, żeby wrócić. Z sieciówkami masz racje, sa tłoczone, oklejone logami. Aż dziw, że takie rzeczy do siłowni nas przyciągają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry plan to podstawa. Potem oststni krok, jaki pozostaje, to już tylko motywacja, tak jak u Ciebie :)
      Masz rację, dziwny fenomen. Tak jakbyśmy czuli się jak w bajce. Początkowo bardzo te plakaty, banery, loga i wielkie zdjęcia wysportowanych dziewczyn na mnie działały i motywowały. Sprawiały, że czułam się jak "u swoich". Coś w tym na pewno jest!

      Usuń
  7. Myślę, że alternatywą dla tradycyjnej siłowni jest też siłownia w plenerze, szczególnie teraz jak jest już ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak, ale nie do końca. Pomysł ogólnie dobry. :) Przetestowałam parę siłowni outdoor i jest to rozwiązanie dla osób, które nie ćwiczyły siłowo. Wiele z urządzeń jest tak ustawionych, że nie będzie efektywne dla zaawansowanych (np. zbyt mały opór), albo ciężar jest zbyt mały. Oczywiście podciąganie, gdzie dźwigamy własny ciężar jest jak najbardziej OK dla każdego :)

      Usuń
  8. My z mężem kupiliśmy używaną siłownię w dobrym stanie i dobrej marki i ćwiczymy w domu/garażu i jest git :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się? Da się! Tu mi pokazujecie, że można być zadowolonym z domowej siłowni. Brawo! Życzę wielu owocnych treningów! :)

      Usuń
  9. Ja tam lubię swoją "domową siłownię". Co prawda nie mam tu zbyt wiele sprzętów, obciążenie do siedmiu kilogramów i trochę mało miejsca, ale nie przeszkadza mi to. Może to przez to, że jestem introwertykiem. Marzy mi się rozbudować swój przytulny kąt, ale pewnie jeszcze trochę to zajmie. Tobie życzę powodzenia z planami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, że nie takie boskie ciałka ćwiczyły w siłowniach 2x2. Serio! :) Jestem pod wrażeniem Twojego skoncentrowania na dążeniu do celu. ;D

      Usuń
  10. O jaaa, chciałabym taką domową siłownię *_* Chociaż nie ukrywam, że zamiast fototapety wolałabym prawdziwy zajebisty widok z okna;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że prawdziwy najlepszy! Ale do tego, trzeba się przeprowadzić nad morze! :D

      Usuń
  11. Mam podobne odczucia. Modne sieciówki odzierają z indywidualności, trudno jest rzeczywiście poświęcić każdemu klientów swój czas. Ja uczęszczam do małej i nie tak dobrze wyposażonej siłowni, natomiast jestem tam pewna, że trener znajdzie dla mnie w każdej chwili czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatnie określiłaś zjawisko "odzierają z indywidualności". W dodatku bardzo trafnie. :) Mogę tylko pomarzyć, o Twoim komforcie psychicznym, że zawsze masz kogo zapytać i - na co zwróciłaś uwagę - trenerowi nie będziesz "zawracać głowy", a otwarty jest na wszelkie pytania.

      Usuń
  12. Ja kilka razy podchodzilam to cwiczenia na silowni (za namowa meza hehe) ale nigdy nie czulam sie tam dobrze. Zdecydowanie wole cwiczyc w domu z programami DVD (takie jak Insanity- to jeden z moich ulubionych). Nie zawsze jest latwo sie zmotywowac do cwiczenia w domu, nawet jak ma sie duzo equipment, etc. ale ja daje rade hehe :)

    Ps. Sorry za moj polski :P

    Paula
    Thirteen Thoughts

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula, ogromnie dziękuję Ci za komentarz i odwiedziny.
      Mnóstwo czasu czytam Twój blog. Jesteś moim guru w fotografii i pięknej grafice na bloga. W życiu nie sądziłam, że pisząc w pełni anglojęzycznego bloga będę mogła się z Tobą porozumieć w języku polskim. Spełnienie marzenia!

      W odpowiedzi, na Twoje słowa, powiem Ci, że rzeczywiście trudno jest motywować się do ćwiczeń w domu. Najłatwiej jest, jeśli wchodzi nam w to w nawyk i przyzwyczajenie. Do tego jednak daleka droga... Sprzęt sportowy motywuje, zwłaszcza gdy dużo pieniężny na niego przeznaczysz. Szkoda, by się kurzył :P

      Pozdrawiam Cię gorąco!

      PS: Twój polski jest super!

      Usuń
  13. Pamiętam, że zanim zaczęłam chodzić na siłownię, mój facet miał swoją siłkę w garażu - ławeczka, sztangi, kilka hantli i wszystko było spoko - można? można. Nie trzeba wyrzucać co miesiąc 200 zł na karnet zwłaszcza do sieciowej siłowni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Da się, a jakże! Choć nie każdy ma tyle miejsca, wie co kupić, gdzie oraz przeraża pewnie koszt. Tak na prawdę za dwa, trzy karnety mamy już komplet hantli i sztangi. :) O rany... 200 zł? Aż tyle na szczęście nie płaciłam :D

      Usuń
  14. Elizabeth chyba rozumiem co masz na myśli. Swoją przygodę z fitnessem i siłownia rozpoczęłam w niewielkim klubie a od nowego roku ze względu na konieczność częstego wożenia córki na zajęcia zmieniłam na sieciówkę. Po prostu miałam "po drodze" i zamiast czekać na młodą 3-4 x w tygodniu po 1,5 h aż skończy zajęcia mogłam poćwiczyć :D I wiesz co.. widzę różnicę. Niestety na niekorzyść obecnego klubu :( Siłownia owszem większa, sala klimatyzowana, więcej sprzętów i zajęć ale... atmosfera nie ta sama. W tej starej każdy znał się z każdym a miejsce na zajęciach w zasadzie mogli ci rezerwować stali bywalcy ;) Każdy się wspierał, lubił. Pogadało się chwilę po treningu a nawet umówiło po nim na piwko :D Z właścicielami byliśmy na ty a trenerzy wkładali w treningi całą dusze i serce ;) A w sieciówce? Jak znalazłam cudownego trenera to... po 2 miesiącach już go nie było :( kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Cóż większy rządzi się swoimi prawami. Nie chcę oceniać wszystkich ale na niektórych zajęciach jestem tak zniechęcona i ociężała jak... ci trenerzy ;( Na początku chciałam dać im szansę ale.. minęło pół roku i zaczynam się zastanawiać nad powrotem do starego klubu

    OdpowiedzUsuń
  15. W całości popieram. Ja nigdy nie umiałam się odnaleźć w sieciówkach. W domowym zaciszu czasami brakuje motywacji, ale tak jak napisałaś, osiedlowa siłownia, jakieś kameralne miejsce jest złotym środkiem :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP