lipca 04, 2016

16 powodów, dla których zrezygnowałam z siłowni

Powody, dla których zrezygnowałam z siłowni? Och, mogłabym je mnożyć. Podejmując poważną decyzję o odejściu z popularnej siłowni i skończeniu opłacania karnetu, wyliczyłam wad dużej sieciowej siłowni aż 16. Jeśli rozważasz zakup karnetu na dużej siłowni, kuszącej liczbą bieżni i maszyn, najpierw ją sprawdź przed zakupem karnetu. Weź wejściówkę na popołudniowy trening, albo przeczytaj moje 16 wad popularnej dużej siłowni (a najlepiej, zrób jedno i drugie). Zastanów się, czy to dla Ciebie nie są przeszkody nie do pokonania i czy mimo to, będziesz zadowolony. Zadowolenie przecież się liczy!



Dlaczego zrezygnowałam? Czy było trudno zrezygnować? Ja przynajmniej zrezygnowałam po niezliczonej ilości treningów, wylanych potów i wdychanego powietrza, podczas gdy inni nawet nie dotarli do drzwi przebieralni z wykupionym karnetem na wiele miesięcy. Byli i tacy! 

Już jakiś czas temu wspomniałam, że zrezygnowałam z siłowni. Uściślijmy: zrezygnowałam z karnetu na popularną siłownię. Tak właściwie, to wspomniałam, czyli... napisałam o tym cały post: Zrezygnowałam z siłowni... i co dalej? Dziś jednak wytłumaczę, dlaczego to zrobiłam, czyli konkretniej - co mnie denerwowało, wkurzało, irytowało i powodowało u mnie liczne przewroty oczami oraz dekoncentrację przy ćwiczeniach. Do dzieła!

Na szczęście nie rezygnuję z siłowni na zawsze. Myślę o domowej siłowni, którą powoli kompletuję. Mało tego, już powoli wracam do ćwiczeń siłowych. Bo bez obciążenia... już się nie męczę.

W czasie trenowania na siłowni, po rozciąganiu potreningowym, jakieś dwa lata temu.

1. Mniej znajomych

Za każdym razem kiedy odbywałam trening pojawiali się inni ludzie. Niestety zwykle się nie powtarzali. Jeśli kogoś już poznałam i złapałam fajną relację, to już więcej się nie trafiliśmy. Wreszcie dostałam fazę, w której przestałam się starać z nikim zaprzyjaźnić, bo widzę go przecież ostatni raz. Czułam się trochę jak za szklaną szybą. Ćwiczyłam samotnie, wyłączałam się, robiłam co swoje i do domu. Brakowało mi więzi z ludźmi, z którymi się ćwiczy i emocjonujących rozmów o treningach.

2. Tłoczno

Z początku byłam zafascynowana - tyle twarzy chce ćwiczyć? Tak dużo ludzi też lubi to co ja? Wszędzie, gdziekolwiek byłam na siłowni sieciówce, otaczali mnie ludzie. Wśród maszyn, na bieżniach, korytarzach, przy ciężarach, sztangach, w szatni, na salach. Wreszcie zaczęło mi doskwierać to, że obok mnie przechodzi mnóstwo ludzi. Tu kogoś przepuść, tu poczekaj, tu się zatrzymaj, przesuń się, tu uważaj, bo dostaniesz w nos otwieranymi drzwiami. A z tłokiem wiąże się więcej wad... 

3. Wśród ludzi i samemu

Jednak z tłumem w dużym klubie fitness wiąże się efekt "przejścia dla pieszych" - jesteś pośród tłumu, ale nikt się nie zna. Otacza Cię mnóstwo ludzi, jesteś blisko wielu osób, jednak nikt do nikogo się nie odzywa. Ćwiczyłam wtedy głównie rano. Po południu to dopiero się działo...!

4. Musisz poczekać

Kiedy pierwszy raz weszłam w popołudniowych godzinach do dużego klubu, czułam się jak na targowisku - wszędzie ludzie i gwar. Rozgrzewkę chciałam zrobić na bieżni. Jednak klubowicze pocili się już wszystkich stanowiskach, a jedna wolna bieżnia okazała się zepsuta. Przyczaiłam się z kilku stron strefy z bieżniami i czekając kilka minut - wraz z czekaniem uszy coraz bardziej mi opadały jak kłapouchemu. Z braku nadziei na możliwość pobiegania, dałam za wygraną, tak jak zrobili to ludzie, którzy przyszli po mnie. Poszłam wtedy na orbitrek (przed, przed ostatni wolny). 

Z maszynami było trochę gorzej - o treningu w obwodzie stacyjnym zapomnij. Gdy szłam, w kierunku wolnej maszyny, którą miałam w planie, w połowie drogi ktoś inny docierał tam przede mną. Zamiast siedzieć bezczynnie, wybierałam inną i tak z mojego treningu na nogi, brzuch, plecy w pewnym momencie zrobił się trening ramion :)

5. Pani się przesunie

Na siłowni każdy ma prawo ćwiczyć w komfortowych warunkach. Nieraz zdarzało się, że ktoś prosił się o przesunięcie, inny ktoś pompki robił z nogami przy twarzy kogoś innego, albo nie było miejsca by zrobić wykroki. To trochę dekoncentruje i sprawia, że musisz ćwiczyć ostrożnie, mając oczy dookoła głowy.

6. Podkradanie hantli, sztangi, maty

Często w strefie wolnych ciężarów, którą od momentu trenowania siłowo bardzo polubiłam, zdarzało się, że było ciasno. Przed południem ćwiczyło się tak cudownie w otoczeniu paru osób, lecz po południu to miejsce znajdowało się pod prawdziwym ostrzałem. Brakowało sztang, hantli, piłki body ball lub maty. Często jeden ćwiczący od drugiego "pożyczał" nieużywaną matę. Jeśli wzięłam sobie hantle i odłożyłam obok siebie na jedno ćwiczenie, to zdarzyło się, że ktoś je sobie zabrał albo chwyciła je jakaś trenerka personalna i do kolejnej serii tabaty już hantli nie miałam.


 

7. Przechodzenie ludzi między Tobą a lustrem

Na jednej siłowni sieciówce strefa wolnych ciężarów znajdowała się w bardzo nieszczęsnym miejscu. Rozciągnięta była wzdłuż lustra, do którego można było wykonywać ćwiczenia, lecz między lustrem a matami do ćwiczeń znajdowała się bieżnia do sprintów. Bieżnia do sprintów służyła jako korytarz prowadzący z centralnej części klubu do sali fitness. Efekt taki, że robiłam sobie squaty i między mną a lustrem przeszło 10 osób gapiących się na to, czy równo robię ćwiczenie.

8. Podglądanie

W miejscu, gdzie ćwiczy tak wiele osób, spotyka się także wiele osobowości. Jak to jest z tym podglądaniem na siłowni pisałam przy okazji motywacji i ćwiczenia dla innych. A czy podglądają się wzajemnie ludzie - a jakże! Niektórzy to lubią, inni podpatrują technikę, jeszcze inni robią to z nudów, albo mimowolnie. Przez absolutnie bardzo długi czas kompletnie tego nie zauważałam, potem mnie to nawet śmieszyło i rozweselało. Jednak może to przeszkadzać wielu osobom bardziej skrytym, niepewnym, z kompleksami, którzy przychodzą przecież na siłownię, by pracować nad swoimi słabymi stronami.

9. Gapią się na tyłki

Na siłowni, gdzie wielu jest mężczyzn, znajdą się wśród nich tacy, którzy lubią obserwować, jak paniom prześwitują szewki z bielizny na tyłku i jak im się ładnie wzorzyste legginsy rozchodzą na pośladkach - tego nauczyli mnie znajomi faceci. O tych i innych pisałam w 7 typach mężczyzn, jakich spotkasz na siłowni. W próżni nie ćwiczysz squatów i martwych ciągów. Jeśli myślisz, że na sieciowej siłowni pełnej ludzi nikt nie będzie gapił się na Twój tyłek, jesteś w błędzie. Bardzo mnie to peszyło, choć być może wiele dziewczyn się tym jara. Nieraz panowie zatrzymywali się widząc mnie,w sali ii zaglądali, by sobie popatrzeć. Zapominali, że ćwiczyłam przecież przodem do lustra i niewątpliwie widziałam ich w odbiciu...

10. Duszno

Zależy pewnie od miejsca usytuowania sali, ale w czerech, których ćwiczyłam w dwóch sieciowych klubach w lecie nie dało się czym oddychać. Niby wentylacja jest, ale było duszno.

11. Jak się ćwiczy w masie to jest się masą

Anonimowość to kolejny mankament. Lubię ludzi, dlatego dla mnie to minus. Dla innych może być to zaletą. Ćwiczenie wśród ludzi, którzy są Ci obcy i nikt do nikogo się zwyczajowo nie odzywa krępuje mnie i czasem peszy.


 

12. Brak ciszy do skupienia

Kolejnym minusem jest fakt, że kluby sieciowe są tak skonstruowane, by sprawiały wrażenie zatłoczonych, nawet gdy nie są. Układ korytarzy, przejść, stref. Powoduje to, że wszędzie nad głową gadają Ci ludzie, rozmawiają trenerzy, komuś coś spada, ktoś przechodzi, z głośników leci muzyka. Im więcej ludzi w klubie - tym głośniejsza muzyka. Gdzie najlepiej się rozciągnąć po treningu, zrelaksować, zrobić jogę? W wolnej sali fitness (ale o tym w punkcie 16), albo iść na antresolę, jeśli taki klub ją posiada.

13. Słono się płaci

Za luksus trzeba płacić, co całkowicie rozumiem. Choć mój karnet wprawdzie był niewiarygodnie niski w porównaniu do zwykłych klubowiczów to za zawieszenie (bo np. wyjazd na wakacje, sesja) musiałam płacić połowę, choć mnie na siłowni w jednym miesiącu nie było. Wiem, że wiele osób narzekało na ceny i, gdy poszperali, znaleźli w mieście tańsze a też duże siłownie. Cena wiem, że potrafi zniechęcić do regularnego treningu.

14. Publiczne odkryte prysznice

Dla jednych to niemożliwe za żadne skarby, dla innych normalka - wykąpanie się po treningu w publicznym prysznicu. Niektórych dodatkowo przeraża grzybica. W małym klubie fitness, który był "moim pierwszym", były zamknięte kabiny i to było super. Nie wiem, jak na Twojej siłowni, ale na tej, sieciowej prysznice nie były tak osłonięte, by na widok innej pary kobiecych oczu nie wystawiona została żadna część Twojego ciała w czasie mycia. Jedne z Was na pewno mają się czym chwalić, ale wiem, że wiele się krępuje, mimo, że "wszystkie mamy to samo". Ja lubię swoje intymne części trzymać dla siebie. To jest moja strefa komfortu. Nie jestem tak odważna, by namydlać się w towarzystwie.
 

 

15. Mnóstwo ludzi widzi jak się męczysz

Dobra, wiem jak ćwiczysz. Na tyle ile umiesz, jak każdy. Wierz mi, że zawsze znajdą się bardziej doświadczeni i zaawansowani ćwiczący. Wyczyniają takie rzeczy, że słowa podziw i szacunek przy nich to jak landrynki przy torcie. A Ty ćwiczysz tu obok. Trzęsiesz się w desce, drgają Ci mięśnie przy kolejnym powtórzeniu ćwiczenia, w najgorszym wydaniu zdajesz sobie sprawę, że z Twoją techniką jest coś nie tak. Wiesz, że mnóstwo osób przechodzących w tłumie to widzi. A Ty dramatycznie walczysz. Nie każdy jest w stanie się wyłączyć na cały czas trwania treningu. Czujesz te emocje?

16. Wyproszono mnie z sali

To przeważyło szalę. Zacznę od początku, gdy wprowadzono mnie do klubu pozwolono mi ćwiczyć na wolnej sali fitness, kiedy chcę, po za godzinami odbywających się tam zajęć. Plus był ogromny, bo raz że miałam dużo miejsca, sprzęt, którego nie było w strefie wolnych ciężarów oraz ciszę pozwalającą się nareszcie dobrze skupić. Przyszłam więc w okolicy 12 w południe i wyprosił mnie jeden z trenerów, gdyż chcieli sobie zorganizować spotkanie trenerów na drugim końcu sali. Okazuje się, że nie mają sali konferencyjnej lub pokoju by się spotkać i w czasie ich pogadanki nikt nie może ćwiczyć na sali.


Subiektywnie napisałam ten wpis, moje wrażenia, moja opinia. Mam świadomość, że jednym pasuje jedno, drugim co innego. Wiele z tych wad są po prostu wadami zgłaszanymi przez moich znajomych, którzy też zapisali się na tę siłownię, w czasie kiedy ja tam chodziłam trenować. Rozmawialiśmy o tym i przyznawałam im rację. Rozumiem ich. To wbrew pozorom pozytywny post, bo motywuje mnie by ćwiczyć w mojej domowej siłowni i tam odbywać treningi na pośladki, uda i brzuch! :)

46 komentarzy:

  1. Sama na siłownię bym nie chodziła musiałabym mieć kogoś ze sobą, kto albo by ściemniał razem ze mną :], ktoś kto bedzie mnie motywować a ja jego itp. Póki co i tak nie mam możliwości chodzenia na siłownię.. bo na mojej wsi nie ma a w Krakówie gdzie pracuje jest sporo, ale kończąc robotę o 17 zanim dotre na siłownię, przebiore się zaczne cwiczyc to muszę sie zbierać aby dotrzec i zdążyć na busa. A tak jak dzis jak wstałam o 4 i wyszłam ok 5 żeby dojechać do pracy kończę o 17 to po 11 godzinach już mi się nic nie chce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię. Na ćwiczenia na siłowni naprawdę trzeba mieć czas i siły po pracy. Inaczej głowa nie odpocznie, a trening będzie męką.

      Usuń
  2. Na co dzień mieszkam w dużym mieście i mimo olbrzymich chęci nie jestem w stanie zapisać się tam na siłownię. Po pierwsze : dla mnie liczy się 'elastyczność' - czemu mam płacić, kiedy mnie nie ma? Po drugie - pełno osób, które tylko obgadują Ci tyłek, a gdy prosisz o pomoc, udają, że nie słyszą. No i tłok. Zamiast tego mam wykupiony karnet w siłowni w rodzinnej miejscowości - jest duża, nikt mi nie karze płacić, gdy mnie nie ma - karnet kupuje np na miesiąc lub na daną liczbę wejść i koniec. Nie chcę kolejnego karnetu, to nie wykupuję. Co prawda zawsze zdarza się, źe może być tłok, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz podobne wrażenia z miastowej, dużej siłowni do moich. Słusznie zauważyłaś, że często pomocy tam brak. Choć z obgadywaniem się nie spotkałam, być może dlatego, że kompletnie nie zauważam takich rzeczy. :) Fajnie, że znalazłaś swoją idealną siłownię ;) Może i ja znajdę i wcale nie będzie ona w domu... ;)

      Usuń
  3. Ja najzwyczajniej nie mam czasu, aby przed/po pracy iść na siłownię, dlatego od kilku lat kompletuję sprzęt w domu. Plus jest tego taki, że nawet jak bardzo mi się nie chce ruszyć tyłka, to w ostatniej chwili mogę się zmotywować i nawet o godzinie 22 wskoczyć na rowerek stacjonarny albo podźwigać hantelki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie... tzn. wśród osób ćwiczących na domowej siłowni :) No właśnie! Tam trening może być równie efektywny, a karnetu wcale nie trzeba wykupować :) Masz racje: plus to czas!

      Usuń
  4. Są plusy i minusy, wiadomo :) Ja specjalnie dużego doświadczenia z siłownią nie mam, najbardziej lubiłam tą w moim rodzinnym mieście, gdzie nigdzie nie było tłumu i prawie wszyscy byli na "cześć". Natomiast we Wrocławiu chodziłam na siłownię niby średniej wielkości, ale i tak trzeba było czekać na sprzęt, przesuwać się, dostosowywać do innych - czyli wszystko to, o czym piszesz :)))) Plusem było jednak to, że widziałam efekty tych ćwiczeń, niemal od razu.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że są minusy i plusy, choć dziś postanowiłam pogadać o tych pierwszych. Efekty mi się wydaje odczujesz niezależnie od rodzaju siłowni. Myślę, że może inaczej prowadził Cię trener personalny, albo Ty już bardziej dojrzałaś treningowo i bardziej potrafiłaś się pilnować ;) Znów 1+ dla wiejskich siłowni!

      Usuń
  5. No to ja choć chodzę na znana siłownie nie mam takich wrażeń, gapienie sie na mnie, podglądanie, szatnia itd w ogóle mnie nie peszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twarda z Ciebie sztuka! I super, że Ciebie to nie peszy i tak mocno potrafisz się skupić na treningu. Też myślałam, że taka jestem (bo długo też mnie gapienie się innych i podglądanie nie poszło) dopóki się nie załamałam ;) "Przyszła kryska na Matyska" :)

      Usuń
  6. Moim zdaniem to była dobra decyzja - trzeba zrobić krok naprzód. Mój mąż ma siłownię w garażu na podwórku i spotyka się tam regularnie z kolegami (zrobiłam o tym mały fotoreportaż ;)) - Indywidualny plan treningowy, trening na świeżym powietrzu, bliskie relacje i wzajemna motywacja - to jest to. Ja prowadzę w swojej małej miejscowości grupę nordic walking i po setkach wspólnym pokonanych kilometrach jesteśmy paczką przyjaciół :D I to też jest ogromna wartość. Pozdrawiam. Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że dobrze zrobiłam rezygnując i kompletując domową siłownię? To mnie zmotywowałaś tym przykładem niesamowicie! Swoją drogą, fantastyczną Twój mąż ma przygodę w związku z grupą ćwiczących przy garażu ;)

      Usuń
  7. Dlatego ja wolę małe, kameralne siłownie i u mnie ich nie brakuje :) byłam raz w sieciówce i miałam podobne odczucia. Poza tym zawsze wkurzało mnie, że na dużych siłowniach ludzie robią syf. Na małych każdy pilnuje, żeby odłożyć na miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, czyli też tak samo oceniłaś sieciówkę. :) Coraz bardziej się przekonuję do miejscowych, wiejskich siłowni :) Bałagan? Na to nie wpadłam, w sumie masz rację. Na strefie wolnych ciężarów zwykle był sprzęt porozkładany, ale w "godzinach szczytu" trudno rozróżnić, ktory jest odłożony, a który odłożony na chwilę, bo będzie przez kogoś zaraz używany do kolejnego ćwiczenia. Zawsze po sobie sprzątałam i odkładałam ciężary na miejsce.

      Usuń
  8. Chodziłam na siłownię przez chwilę, ale zrezygnowałam na rzecz treningów domowych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Treningi domowe coś mają w sobie, że przyciągają ekonomią, prawda? :)

      Usuń
  9. Mądry artykuł, nie na wszystko zwraca się zawsze uwagę przy zakupie długoterminowego karnetu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) To prawda, dlatego postanowiłam zebrać to w jednym miejscu.

      Usuń
  10. Dopóki nie zaszłam w ciążę to rzeczywiście wolałam treningi na siłowni, ale gdy pojawił się maluch na świecie to teraz już tylko w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, widziałam świetnie filmiki z treningi z dzieckiem na ręku albo przy prasowaniu i ściąganiu prania :) Da się :)

      Usuń
  11. Ja już ok. 2 lat chodzę do dużej sieciówki, jest to jednocześnie jedna z największych siłowni w moim mieście i ja po prostu z wielu względów nie wyobrażam sobie zrezygnować. Jest przestronnie, dużo miejsca, nawet w godzinach "tłocznych" można znaleźć sporo miejsca dla siebie, jest dobra wentylacja i klimatyzacja.
    Lubię też chodzić na zajęcia grupowe i od czasu do czasu pogadać, pożartować z nieznajomymi. Dla mnie to takie miejsce w którym odprężam się po pracy, albo wyrzucam wszystkie złości.
    Może po prostu trafiłaś na złą siłownie, dlatego masz takie odczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zależy od miasta i zależy od sieciówki ;)

      Usuń
  12. no nie, odkryte prysznice to masakra
    nie lubie tloków, jak ktoś jęczy i stęka,a tym bardziej jak coś podkrada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo to mamy podobne uczucia. Też nie umiem się wykąpać pod prysznicem, spod którego widzi mnie tuzin innych kobiet. Widzę, że mamy tak samo ;)

      Usuń
  13. świetny post- osobiście też wolę ćwiczyć sama i na moich warunkach- latem chętnie korzystam z siłowni outdoorowych :-)
    Interesujący blog :-) z przyjemnością obserwuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za komplementy. Miło mi, że będziesz obserwować i doceniasz moje starania wokół bloga ;)

      Usuń
  14. W mojej siłowni nie jest tłoczno, nawet bym powiedziała ze są pustki. Pewnie dlatego ze nikogo na nią nie stać :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam okres chodzenia na siłownie, od dwóch lat nie chodzę. Nie ciągnie mnie tam, nie znoszę przebieralni i pryszniców, specyficznego zapachu i wielu innych czynników, o których wspominasz w poscie. Jednak trochę mi tęskno za siłownią z jednego powodu - w domu mimo wszystko nie mam motywacji do ćwiczeń, a już z cieżarami to w ogóle, a na siłowni - jak już tam dotarłam, to brałam się do roboty, a takiego sprzętu w domu nie mam i mieć nie będę :-/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie jest ten mankament domowej siłowni. Warunki idealne, lecz potrzeba motywacji. Świetny pomysł jest, jeśli masz na domową siłownię wydzielone specjalne pomieszczenie. Tak samo - jak dotrzesz do tego pokoju z siłownią to już nie wypada tylko pooddychać powietrzem :P

      Usuń
  16. No i bardzo dobrze zrobiłaś, skoro nie czułaś się tam zbyt dobrze...skoro zauważyłaś tyle minusów. Być może najlepszą dla Ciebie formą będzie właśnie domowa siłownia, a może jakaś po prostu mniejsza (?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie do takiego wniosku doszłam. Zbieram coraz więcej plusów zarówno domowej siłowni jak i tej niedużej, osiedlowej (a takową właśnie niedaleko domu mam)

      Usuń
    2. No to cieszę się ;) ;) ;)

      Usuń
  17. Nie chodzę na siłownię i po tym co piszesz wiem, że nie byłoby to dobre miejsce dla mnie. No i nie lubię ćwiczyć stacjonarnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że dowiedzialaś się, czego właściwie chcesz i co byłoby dla Ciebie najlepsze a co nie. :)

      Usuń
  18. Nie chodzę na siłownię i po tym co piszesz wiem, że nie byłoby to dobre miejsce dla mnie. No i nie lubię ćwiczyć stacjonarnie :P

    OdpowiedzUsuń
  19. dlatego właśnie mnie nigdy siłownia nie interesowała;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, coś czuję, że muszę napisać też wpis o zaletach siłowni ;)

      Usuń
    2. Powiem Ci, że nie zachęcasz haha ^ ^ Ale czytając widzisz samą prawdę. I ja nie jestem za bardzo fanką siłowni ;)

      Pozdrawiam
      Sara's City

      Usuń
    3. Ten wpis wcale nie miał zachęcać, tylko zwiększyć u ludzi świadomość. Wybacz, że jestem taka niegrzeczna i nie jestem chodzącą reklamą

      Usuń
  20. Również zrezygnowałam. Za dużo osób, mała strefa wolnych ciężarów, postawili głównie na cardio. Poza tym miałam dość daleko (a to i tak była najbliższa siłownia), jakąś godzinę. Plus doliczyć trzeba przebranie się i powrót. A najpierw powrót z pracy i obiad w domu. A chodzę spać o 22.30. A gdzie czas dla mnie, na posprzątanie czy chociażby szybki prysznic? No nie ma ;) A cały karnet tylko na weekend się nie opłacał. Kompletuję ciężary i ćwiczę w domu, teraz również na tych otwartych siłowniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Całkowicie to Cię rozumiem. To są właśnie rozterki, z którymi każdy ćwiczący na siłowni musi się zmierzyć ;)

      Usuń
  21. czyli głównie względy techniczne, przez które ja sama nawet nie zaczynam. Stworzyłam sobie swój azyl w domowym zaciszu i czuję się najlepiej. Zgadzam sie z Toba jak najbardziej.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super. Najważniejsze, że jesteś szczęśliwa ćwicząc w domu i to Ci pasuje. :)

      Pozdrawiam Cię ciepło :)

      Usuń
  22. Bardzo ciekawy wpis, świetnie się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Z opisanych przez Ciebie punktów wynika, że większość problemów jest związana z innymi gośćmi siłowni. Prawdę mówiąc, to ja w miejscu gdzie chodzę nie zauważyłam tego typu rzeczy. Ludzie są normalni, ja nie czuję "izolacji" bo jestem samotnikiem lubię ćwiczyć samej, nawet jak w około są ludzie :) Atmosfera jest bardzo fajna, ludzie normalni, nie ma mowy o jakimś gapieniu się czy podkradaniu sprzętu. Każdy zawsze uprzejmie się pyta o wszystko, nikt nikomu nie przeszkadza. Z twarzy znam większość osób, niektórzy są bardzo sympatyczni i można z nimi na luzie pogadać. Choć ja chodzę poza godzinami szczytu, to może dlatego? Zauważyłam, że rankami i w weekendy klientela jest inna niż ta popołudniowo-wieczorna. Może jak byś ćwiczyła w porach, kiedy jest mało ludzi to byłoby lepiej.
    Choć grunt, że jesteś zadowolona ze swojej decyzji, najważniejsze, by czuć się swobodnie, bo tylko wtedy trening sprawia przyjemność.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP