września 29, 2016

Czy istnieją glutenowe kłamstwa i inne mity o odżywianiu?

Istnieją! Odkryłam to, kiedy wszystkie moje myśli w głowie o zdrowym odżywianiu wywróciła jedna książka. Myślałam, że wiem, czy należy jeść głównie węglowodany, białka albo tłuszcze. Sądziłam, że wiem, które z nich najlepiej eliminować. Jakich produktów unikać, by być zdrowym. Czego nie jeść, aby być szczupłym. Nie sądziłam, że koncerny produkujące żywność sterują nami, wpływając na wyniki badań, którym my ufamy, kupując w sklepach jedzenie każdego dnia. My - ludzie, którzy pragną dobrze zjeść, być zdrowym, dobrze wyglądać i czuć się lekko. Jaką rewolucję przeszłam w myśleniu o glutenie, soli, tłuszczach, ryżu i bananach? Jak odkryłam to, że istnieją glutenowe kłamstwa i inne mity, o tym co jemy? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń i opinii.



Glutenowe kłamstwa i inne mity o tym, co jemy

Mowa o książce, która pokazuje mity o glutenie, glutaminianie sodu, soli, tłuszczu i węglowodanach, krążące wśród wielu ludzi na świecie. To dobra okazja, by wyciągnąć na światło dzienne wszystkie kłamstwa i bajki na temat odżywiania, w które wierzymy. Ukazuje to, jak bardzo jesteśmy o krok od zaburzeń odżywiania i problemów ze smakiem w naszych daniach. Eliminowanie zbyt wielu produktów a także skupianie się na jednym produkcie jest szkodliwe nie tylko dla naszego układu pokarmowego i ciała, lecz także dla naszej psychiki.

Czytając dochodziłam wielokrotnie do wniosku, że jesteśmy manipulowani przez firmy, pragnące wylansować swój produkt na masową skalę. Wmawiane jest nam, że coś jest nie zdrowe, by jeść to drugie "wybawiające" nas z dietetycznego kłopotu. Czy istnieją glutenowe kłamstwa i inne mity o tym, co jemy? Z pewnością tak, a na pewno w książce o takim właśnie tytule.







Znalazłam tam wiele przełomowych treści, które dla wielu ludzi poważnie myślących o odżywianiu mogą być prawdziwą rewolucyją. Myślę, że już na pewno to absolutny must have, dla tych którzy pasjonują się zdrowym odżywianiem i sądzą, że kwestia - węglowodany czy białko - to tylko kwestia wyboru.

Podobała mi się teza autora - dietetycy traktują swoją pracę jak tworzenie nowych religii. Jako religioznawca (jako kolejne wykształcenie) myślałam, że Alan Lenovitz nie jest w stanie nic konkretnego i wiarygodnego przekazać. Szczerze? Z początku wcale mu nie uwierzyłam. Jednak jak się okazało, dowiódł, że badania nad odżywianiem są szczególnie trudne do przeprowadzenia. Przecież jeśli badasz to, co jedzą ludzie nie masz pewności, czy zza szafki nie wyjmą batona i tabliczki czekolady. Okazuje się, że naukowcy często się mylą, gdyż ich badania są niedokładne, zbyt mało osób w nich uczestniczy i... są poddani wpływom dużych firm spożywczych, które często finansują te badania oczekując konkretnych wyników.

Czy diety stały się już religią?

Do tego wszystkiego są jeszcze dietetycy. Jak pokazuje historia, propagując diety oparte tylko na ryżu lub bananach, dietetycy przez przypadek pozwalają uniknąć pacjentom szkodliwych substancji. Tak samo miało miejsce uzdrowienie chorych na celiaklię na długo przed tym, nim wykryto, że za problemy w ich zdrowiu odpowiada gluten. Jednak sława konkretnych dietetyków pozostała na cały świat. Rewolucjonizują tym co jest dla nas nowe, nawracają prostymi receptami. Skupiają rzesze zapatrzonych wyznawców. Ich diety przypominające religie, pokazują, jak ślepo wierzymy w to, co ktoś nam mówi, nawet jeśli to nie prawda. Dietetycy wymyślający nowe rewolucyjne diety stali się celebrytami, zyskali pieniądze, dzięki radykalnemu podejściu do odżywiania i prostym receptom: "nie jedz tego", "jedz tamto" oraz swoim popularnym dietom. Ci bardziej sceptyczni dietetycy, wsiąknięci mocno w naukę i prowadzenie niezależnych badań i doświadczeń, być może na zawsze pozostaną w ukryciu... A szkoda, bo Ci naukowcy najbliżsi są prawdy, nawet jeśli jest ona dla nas niewygodna, bo trudna do zrozumienia...




Czego uczą mity o odżywianiu?

Po pierwsze, tego, by najpierw sprawdzić, kto finansował te badania i dla kogo pracuje główny naukowiec, zanim zaufamy badaniom na przykład o tym, czy należy unikać soli, albo czy tłuszcze są złe. Historia pokazuje, że wyniki badań w odżywianiu można w łatwy sposób pozmieniać na korzyść. Nawet nie chodzi o przekreślenie cyferek, tylko dodatnie takich czynników, których nie przewidzieliśmy, a mają znaczenie.

Po drugie, uczy tego, że powinniśmy cieszyć się z jedzenia i nie stresować się, jeśli raz na jakiś czas zjemy kawałek tortu. Sama dopuszczam dni, w którym jem jakieś słodycze i idę na pizzę. Nie jest to codziennie, ale bez poczucia winy robię sobie takie cheat days, częściej niż raz w miesiącu. Nie dajmy się zwariować.

Po trzecie, nauczyłam się, że dieta powinna być różnorodna. Powinniśmy szukać smaków, warzyw produktów i korzystać z różnych kuchni, na przykład, zrobić słone danie czy samemu przygotować wegańskie lody. Nie tylko dlatego, że są wegańskie, ale dlatego, że mają inne składniki, którym nam potrzeba, jak na przykład zdrowe owoce. Soli zresztą, jakie się okazuje, tak na prawdę,... też nam brakuje.

Co zawiera porządnie przygotowana naukowa książka o prawidłowym odżywianiu?

Przypisy! W książce Glutenowe kłamstwa i inne mity o tym, co jemy, Alana Lenovitza jest setki przypisów, pewnie blisko tysiąc. Tylko w rozdziale 2 było ich ponad 100. Rzeczywiste i realne odniesienia do naukowych książek. Znajdziesz tam także opisy autora, jakie inne informacje znalazł w danej książce i jak to rozumie. To pokazuje, że rzetelnie się przygotował i nie mówi nam czegoś, co wyssał z palca. Widać, że przestudiował setki książek. Przeprowadził także wywiady z naukowcami na uczelniach w medycznych klinikach. To pozwala mu zaufać o wiele bardziej, niż autorom popularnych poradników.



To najgorętsza moja propozycja, jaką pokazuję Wam na blogu. Jeśli macie chwilę czasu to warto po nią sięgnąć, odkładając na bok wszystkie inne. Jest zupełnie inna od wydawanych książek o odżywianiu i dietach. Ma zupełnie inny charakter. Dotychczas, jeszcze nie zdarzyło się, by któraś książka o zdrowym stylu życia wywołała u mnie takie emocje i dostarczyła tak wielu informacji. Myślałam, że po Pokochasz swoje ciało, motywacyjnym Ultranastawieniu oraz Diecie przyśpieszającej metabolizm, nie czeka mnie żadne głębokie zadumanie nad tym, co przeczytałam. A jednak. Glutenowe kłamstwa i inne mity o tym, co jemy - przebijają wszystko!



Dziękuję wydawnictwu Burda, że dostarczyło mi okazji do refleksji nad swoim stylem życia i odżywianiem, przysyłając mi tę książkę. Byłoby nieładnie nie podziękować, za taki kawał literatury.

A ty? Co uważasz na temat mitów odżywiania? Na Twoim talerzu dominuje białko, tłuszcze czy węglowodany?

20 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, że książka mnie zaciekawiła. Niestety w swoim otoczeniu sama mam pseudo-dietetyków, którzy kasują ogromne sumy a pomóc nie pomogą. Również z celiakią miałam takie przypadki jak jeden 3 tygodnie temu - poszłam do szpitala i lekarz mnie zwyzywała - dodam, że był to zakaźnik - że powinnam dać się pociąć i ze względu na wiek g*wno się znam na celiakii i że umrę - już pomijam, że myliła celiakię z alergiami na gluten, to potraktowała mnie jakbym była niedorozwinięta, a sama miała taką wiedzę, że aż strach. Więc niestety często nie tylko zwykłemu Kowalskiemu brak jest wiedzy, ale i specjaliście. Sama próbuje nie popadać w jakieś dziwne paranoje, ale jak idę do sklepu eko to niestety czasem muszę się podeśmiać z 'nawiedzonych' młodych matek, które wszystko łapią jak pelikan, trzeba pamiętać, aby we wszystkim znaleźć umiar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszne uwagi. Podjęłaś tutaj wiele wątków, z którymi zgadzam się w pełni. Zarówno z kwestią lekarzy - to naprawdę szczęście trafić na dobrego lekarza, który nie tylko się zna, ale jest i dobrym człowiekiem. Obserwuję też wiele ludzi nadwrażliwych, nadopiekuńczych i nie zdają sobie sprawy (jako rodzice), że to błąd wychowawczy i może zaszkodzić dzieciom.

      Usuń
    2. Może ja się dołączę do rozmowy. Jestem absolwentka Technologii Żywności i Żywienia Człowieka, jeszcze z czasów, kiedy nie było dietetyki i my mogliśmy stawać się dietetykami, zresztą nawet ustawa o tym mówi, że kto ukończył ten kierunek przed 2007 rokiem może być zatrudniony jako dietetyk. Więc wypowiadam się z tej perspektywy.
      1) Trudno jest znaleźć źródło, kto finansował badania nad jakimiś specyfikami, właściwie rzadko podaje się takie informacje. I mówię tutaj przede wszystkim o badaniach w innych krajach, ponieważ Polska nie ma wystarczająco dużo środków, żeby przeprowadzać badania, które można by uznać za wartościowe. Naukowcy często pracują dla uczelni lub w szpitalach.
      Ale pamiętam na mikrobiologii badaliśmy występowanie/ilość bakterii pojawiających się w wodach butelkowanych i badania wyszły zupełnie inaczej niż w artykule z prasy branżowej. Wykładowczyni porównując wyniki rzuciła aluzje, że chyba wiadomo przez kogo były sponsorowane te badania z czasopisma.
      2) Każdy wykładowca podkreśla, że najważniejsza jest różnorodna dieta i należy jeść wszystko nawet ... słodycze. Tylko różnorodna dieta może nas przestrzec przed niedoborami witaminowymi i mineralnymi a także ustrzec przed nagromadzeniem się substancji szkodliwych. Weźmy np. dietę bogatą w jabłka, gdzie mogą występować środki ochrony roślin i duże spożycie jabłek może spowodować akumulacje tych szkodliwych środków.
      3) Higiena spożywania posiłków jest również ważnym tematem na studiach. Mówi się o jedzeniu w miłym towarzystwie, bez pośpiechu skupiając się na przeżuwaniu.

      Jeśli nagle jakiś guru dietetyki wyskakuje z propozycją diety cud - to chyba bardzo mało wyniósł ze studiów.
      Co do lekarzy, to rzadko który zna się na dietetyce, ponieważ nie ma takiego przedmiotu na studiach medycznych. W Niemczech wprowadzono przedmiot ziołolecznictwo i tam dofinansowuje się leki ziołowe.

      Usuń
    3. Powiem Ci, że cieszę się, że to napisałaś. Zwłaszcza, że jesteś dietetykiem, temat Cię głęboko dotyczy i, jak dla mnie, jesteś przedstawicielem tego zawodu. Czytając dochodzę do wniosku, że mamy podobne wnioski, mimo że dietetykę obserwuję i śledzę od strony zwykłego człowieka, maniaka a nie zawodowca :) Twoja wypowiedź wiele mówi i wiele dowodzi.

      Usuń
  2. Ja żadnej specjalnej diety nie mam, po prostu staram się ograniczyć przetworzone jedzenie ;)

    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jeść przetworzonych produktów a jeśli już przetwarzać samodzielnie, można wysiać szczypiorek, ziółka ect. Możliwości jest mnóstwo. Piec samodzielnie chleb /to nic trudnego ani czasochłonnego/ jeść dużo surowizny co kto lubi. Tłuszcze bardzo potrzebne ale roślinne wyłącznie na zimno, zwierzęce w zależności od upodobania oraz ideologii, sól nierafinowana, super jest nasza kamienna kłodawska. To bardzo szeroki temat, cały swój blog temu poświęcam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety tak jest w tych czasach, że niektóre produkty i nawyki żywieniowe, które uważamy za zdrowe, wcale takie nie są. Podobnie jest i z dietami

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wolałem wydać trochę pieniędzy na dietetyka, efekt jest po prostu nieporównywany z żywieniem na własną rękę.

    gabinet ginekologiczny łódź

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie najważniejsze jest to by był umiar, staram się jeść zdrowo, ale pizzą też nie pogardzę. :) A no i grunt to czytać etykiety. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyznaję podobne podejście, szczerze mówiąc. Nie mam rygoru bezwzględnego. :)

      Usuń
  7. niestety żyjemy w takich czasach że już pogubić się można co jest na prawdę zdrowe a co nie...wiem, ze koncerny manipulują konsumentami, tak był np z produktami light, teraz z gluten free, robią wszystko żeby sprzedać produkty, oszukują na etykietach pisząc np sok 100% a drobnym druczkiem "z zagęszczonego soku/przecieru" i my się na to nabieramy!
    Są produkty których świadomie unikam, są produkty które jem bo wiem, że na pewno są zdrowe, a są produkty które po prost mi smakują je jem mimo że wiem że jakiś diabełek jest w nich ukryty...najważniejsze to znaleźć równowagę i ie dać się zwariować przez to co krzyczą kolorowe magazyny itp...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Cieszę się, że przytoczyłaś takie przykłady. Zawsze uważałam, że marketing miesza nam w głowach, gdy stoimy przy sklepowych regałach z jedzeniem. Nawet czasopisma są wciągnięte - pełne reklam i tekstów, których autorami nie są redaktorzy w piśmie, a przypuszczam że osoby z otoczenia reklamy. Znalazłam raz dwa bardzo podobne teksty w dwóch pismach w tym samym miesiącu, dotyczące jednego produktu.

      Teraz w związku z wpływem koncernów na nasze myślenie coraz większa pewność. Warto się edukować w kierunku takim, aby się uczyć trików branży żywieniowej, znać ich metody oraz sposoby by uniknąć poddania się tym manipulacjom. Cieszę się, że reprezentujesz podobne podejście i wspólnie dążymy ku temu, by naświetlać ważne tematy kolejnym Polakom.

      Usuń
  8. Ciekawy esej, a książkę przestudiuję bo mnie zaciekawiła. Jako blogger działam od niedawna, ale ćwiczę już dość długo i widzę że kłamstwa o których piszesz dotyczą nie tylko diet, ale i suplementów (może nawet bardziej). Sam też nie przeginam z dietą, raz na czas trochę popuszczę, a efekty i tak są (dotyczy zarówno redukcji tłuszczu jak i budowania masy). Nie dajmy się wyrolować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, Marcinie. Zwróciłeś na kolejną istotną rzecz, która nie jest wierzchołkiem góry lodowej, a jej częścią, ukrytą pod powierzchnią wody. Wielu z nas o tym nie myśli. Suplementy są nam często "wpychane" poprzez sztuczne wytwarzanie potrzeby na ich zażycie. Często wcale ich nie potrzebujemy, a wątroba i portfel cierpi...

      Wspaniale, że ćwiczysz i przyglądasz się wnikliwie swojemu odżywianiu. Sądzę, że to wspaniale zaprocentuje i skoro widzisz efekty to znaczy, że to robić, jest warto. Oby tak dalej! Do zobaczenia na naszych blogach! :)

      Usuń
  9. Świetna recenzja :) i bardzo ciekawa ksiazka. Muszę ja wpisać na moja listę "do przeczytania". Czytając twoja recenzje przypomniała mi sie ksiazka Beaty pawlikowskiej "największe kłamstwa naszej cywilizacji". Kolejna ksiazka która zrobiła na mnie ogromne wrażenie to "cukier - cichy zabójca" lekarza chirurga - bardzo fachowa i z mnóstwem źródeł i przytaczanych tez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, Kingo. Alan Lenovitz pisząc "Glutenowe kłamstwa i inne mity o tym, co jemy", także odwoływał się jeden czy dwa razy do tej książki "Cukier - cichy zabójca". :) Książki Beaty Pawlikowskiej nie miałam w ręce, choć chętnei po nią sięgnę w wolnej chwili.

      Usuń
  10. P.s. W tej ww książce autor opisuje jak manipulowana jest piramida zdrowia. Kto ma pieniadze i władze ten odpowiednio wpływa na wyniki badań naukowców. Smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Niestety to co mówisz dostrzegam sama. Jest to przykre i serce aż ściska, gdy dostrzegamy działanie tych osób, które tak prowadzą badania, by wyszedł pożądany wynik. A przecież to ma tak realny wpływ na nasze odżywianie i zdrowie...

      Usuń
  11. Muszę przyznać, że wzbudziłaś moje zainteresowanie. Co do manipulacji badaniami to już niestety od dawna wiedziałam, ale nadal mnie to przeraża. W jaki sposób mam przekazywać moim pacjentom rzetelną wiedzę,gdy nie wiem co jest prawdą?

    Tytuł sobie zapisuje, z chęcią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam gorąco!
E. L.

TOP